PORTAL PROWADZI
Nowe otwarcie

Jacek Męcina, sekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Fot. MPiPS

O procesie konsultacji projektu reformy urzędów pracy, jej odbiorze ze strony organizacji pozarządowych oraz nowej filozofii działania publicznych służb zatrudnienia z dr. hab. Jackiem Męciną, sekretarzem stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) – głównym architektem projektu, rozmawia Łukasz Komuda, redaktor portalu Rynekpracy.org.

4 lutego 2014 roku Fundacja Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, Fundacja Imago, Dolnośląska Federacja Organizacji Pozarządowych i Fundacja Aktywizacja przy wsparciu Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych (OFOP) skierowały do posłów z sejmowej Podkomisji ds. Rynku Pracy list otwarty. Autorzy alarmowali, że projekt nie został w sposób odpowiedni skonsultowany z sektorem pozarządowym, a zawiera szereg zapisów, które wykluczą NGOsy ze współpracy z Powiatowymi Urzędami Pracy (PUP) i Wojewódzkimi Urzędami Pracy (WUP). List wskazywał szczegółowo wymagające korekty zapisy i proponował stosowne zmiany, uzasadniając propozycje i zwracając uwagę, by korekta nie powodowała wzrostu kosztów realizacji Ustawy. Żaden z posłów Podkomisji, która pracowała wtedy nad Ustawą, nie odniósł się do listu, nie wykorzystał wskazanych tam wątpliwości, by skierować pytanie do MPiPS o wskazane w liście ustępy projektu. Zgłaszane podczas posiedzenia Podkomisji sugestie przedstawicieli III sektora zostały wykorzystane bardzo skromnym zakresie. 19 lutego list otwarty – po minimalnie zmienionej treści i z poparciem dwóch kolejnych federacji organizacji pozarządowych: MAZOWII i KAFOSu – przesłany został członkom sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, która jest ciałem nadrzędnym nad Podkomisją i która zatwierdzała sprawozdanie tejże z prac nad Ustawą. Wobec braku odzewu, 5 marca list otwarty trafił do wszystkim 460 posłów. Tym razem obok czterech organizacji-autorów wśród sygnatariuszy można było znaleźć 25 federacji i pojedynczych organizacji pozarządowych.

Postanowiłem o kwestie zawarte w liście zapytać głównego autora projektu ustawy, ministra Jacka Męcinę.

Panie ministrze, zacznijmy od początku, czyli od procesu opiniowania tego aktu. Dlaczego pominięto w nim Radę Działalności Pożytku Publicznego (RDPP), ciało konsultacyjne przy MPiPS, w którym znaleźć można przedstawicieli wszystkich kluczowych resortów, reprezentantów samorządów oraz różnych organizacji samorządowych?

Jacek Męcina: Na etapie konsultacji wewnętrznych Ustawa była skierowana do Departamentu Pożytku Publicznego, który powinien zgłosić, że powinna ona trafić do Rady. Ale projekt konsultowaliśmy także w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, gdzie zasiadają też przedstawiciele Rady. Nie wpłynęły w tej kwestii do resortu jakiekolwiek uwagi środowiska organizacji pozarządowych – i to tak na etapie założeń, jak i projektu.

Organizacje pozarządowe skarżą się, że po powstaniu projektu konsultacje w sprawie ostatecznej wersji ustawy trwały tylko 34 dni – od 31 lipca do 2 września, w okresie urlopowym, gdy tym trudniej było się zmierzyć z zadaniem zopiniowania tego aktu. Kto nie śledził Biuletynu Informacji Publicznej (BIP), mógł nawet nie zorientować się, że MPiPS czeka na jego opinię...

J.M.: W trakcie prac nad projektem, które trwały ponad rok, ja i moi współpracownicy odbyliśmy bardzo wiele spotkań – i to w całym kraju. I słuchaliśmy tego, co organizacje pozarządowe mają do powiedzenia, a niektóre zapisy były zainspirowane tymi spotkaniami, jak na przykład spotkanie z urzędami pracy i NGOsami w Olsztynie, które przyniosło ostatecznie Program Aktywizacja i Integracja (PAI).

Poza tym na uwagi zgłoszone już w trakcie dalszych etapów procesu legislacyjnego zareagowałem od razu, a cześć z nich udało się uwzględnić w trakcie prac w Podkomisji m.in. zwiększono stawki za działania integracyjne realizowane przez NGOsy i umożliwiono PUPom zlecanie usług aktywizacyjnych przez 6 miesięcy (w ramach PAI – przyp. red.) – tak, jak postulowało środowisko. Zatem w ostatecznym rachunku postulaty III sektora, które mogły zostać uwzględnione, resort uwzględnił.

Jednak, gdy zapytać resortu pracy o to, z kim konkretnie konsultował projekt Ustawy, wskaże dwa podmioty: Ogólnopolską Federację Organizacji Pozarządowych OFOP i Wspólnotę Roboczą Związków Organizacji Socjalnych (WRZOS). Sprawdziłem – WRZOS nie potwierdza, by dostał zaproszenie do zaopiniowania aktu...

J.M.: Informacja o zamieszczeniu projektu założeń na BIP z prośbą o opinię została przekazana OFOP pismem z 14 lutego 2013 roku, które zostało odebrane 18 lutego 2013 roku. Informacja o zamieszczeniu projektu ustawy na BIP z prośbą o opinię została natomiast przekazana pismem z 31 lipca 2013 roku, odebranego 5 sierpnia 2013 roku. OFOP – zrzeszający kilkadziesiąt organizacji, które potencjalnie mogłyby być zainteresowane jej treścią – to najważniejszy reprezentant NGO w zakresie działań na rynku pracy.

W przypadku WRZOSU było trochę inaczej. Z inicjatywy tej organizacji przygotowaliśmy specjalne seminarium poświęcone PAI, które zaowocowało wymianą uwag i poglądów na temat Programu.

Czyli WRZOS nie dostał do zaopiniowania całej ustawy, a miał szansę odnieść się do jednego z jej rozdziałów na etapie jego przygotowywania. OFOP natomiast jest faktycznie jednym z większych zrzeszeń NGOsów, jednak gromadzi podmioty różnego typu i uznawszy kwestię za temat branżowy, dotyczący pewnej części członków, przesłał informację o możliwości zaopiniowania aktu do tychże. W rezultacie nie otrzymał Pan żadnej szczegółowej odpowiedzi od samej federacji.

J.M.: WRZOS miał możliwość szerokiej dyskusji na temat programu, który ich najbardziej interesował, a OFOP miała szansę odniesienia się do projektu albo bezpośrednio, albo za pośrednictwem zrzeszonych organizacji.

Co dało wspomniane seminarium?

J.M.: Spotkanie to miało ciekawy przebieg: sala podzieliła się na tych, którzy uważali, że projekt powinny realizować PUPy we współpracy z ośrodkami pomocy społecznej (OPS) oraz tych, że NGOsy są gotowe, mają ludzi i kompetencje, by zaangażować się w PAI. Przedstawiciele resortu pracy bronili idei realizacji wspólnych programów we współpracy PUPów i NGOsów.

Efektem tej dyskusji było ustalenie czasu trwania programu, a także przegląd kosztów działań integracyjnych, tj. stawek, które w formie porad psychologicznych, rodzinnych, prawnych powinny być pokrywane ze środków Funduszu Pracy (FP). Ten przegląd stawek został zrealizowany na podstawie doświadczeń z wcześniejszych projektów w PO KL.

Spotkanie z WRZOSem było bardzo inspirujące i utwierdziło nas w przekonaniu, że PAI i możliwość realizacji tego programu z NGOsami to dobra koncepcja, choć trzeba zastanowić się jak wspierać to rozwiązanie i inspirować samorządy do jego popularyzacji.

W Ustawie można jednak znaleźć zapis, że PUP może związać się w ramach PAI albo z OPSem, albo z NGOsem. Konkurencja?

J.M.: Nie konkurencja, ale logika działania i finansowania. Program PAI kierowany jest do osób bezrobotnych, będących jednocześnie klientami pomocy społecznej. To w wyniku profilowania pomocy możemy stwierdzić, kto potrzebuje takiego wsparcia. Drugi warunek ma charakter finansowy i wiąże się z zasadami finansowania prac społecznie użytecznych. Gmina nie tylko finansuje 40% tych kosztów, ale także wskazuje i przygotowuje zakres prac np. w domu pomocy społecznej, w szkole, w ramach prac porządkowych przy zieleni miejskiej, malowaniu budynków, ogrodzeń, w ramach prac na rzecz społeczności lokalnej. Zatem bez samorządu nie ma efektywnego Programu z punktu widzenia lokalnej polityki. Wreszcie mówimy o odpowiedzialności za wspólnych klientów PUP i OPS. Działania projektowane z NGOsami opierają się na zasadzie pomocniczości – nikt nie zwolni PUP i OPS z odpowiedzialności za pomoc tej grupie.

Jednak niektóre – zapewne nieliczne – organizacje mogłyby zorganizować niezbędne środki na pokrycie 40% kosztów realizacji Programu. I nawet wtedy nie będą miały wpływu na to, czy będą miały szanse działać, bo zdecyduje samorząd poprzez PUP. Poza tym – dlaczego nie pozwolić, by samorząd otworzył drzwi jednocześnie dla NGOsów i OPSów, decydując o podziale środków?

J.M.: Pamiętajmy, że PAI jest kierowane do osób, które jednocześnie są klientami powiatowego urzędu pracy i ośrodka pomocy społecznej. OPS zostały powołane po to, aby zajmować się integracją społeczną i szeroko rozumianą pomocą socjalną. Należy się więc zastanowić, czy zwolnienie ich z góry z tego obowiązku nie oznaczałoby, że dwa razy płacimy za to samo. Poza tym warto podkreślić, że jednym z celów tego programu jest integracja działań, które do tej pory pochodziły z dwóch systemów i nie zawsze były ze sobą zharmonizowane.

Dlaczego z PAI wykluczone zostały osoby niepełnosprawne?

J.M.: To nieprawda. Osoby niepełnosprawne objęte są wszystkimi działaniami, pod warunkiem, że są osobami bezrobotnymi. FP może być adresowany tylko do osób bezrobotnych, tak było od zawsze i tego zakresu nie zmieniamy. Nowa ustawa o promocji zatrudnienia nie jest reformą wszystkiego. Podczas posiedzenia Podkomisji ds. Rynku Pracy pojawił się np. wątek, że z wielu miejscowościach bezrobotni nie mają dostępu do transportu publicznego, by dotrzeć do urzędu pracy. Nie jesteśmy w stanie rozwiązać za sprawą Ustawy wszystkich problemów w kraju. Taka jest rzeczywistość.

Problem dotyczy osób niepełnosprawnych nie posiadających statusu bezrobotnych, a tylko poszukujących pracy. Ta grupa ma programy i środki płynące innymi drogami – środki, do których nie mają z kolei dostępu inne grupy bezrobotnych oddalonych od rynku pracy i wymagających wsparcia.

A jak uzasadni Pan to, że udział w Programie może trwać tylko pół roku – trzy delegowania do programu po dwa miesiące każde?

J.M.: Podobnie. W programie mają się znaleźć osoby szczególnie oddalone od rynku pracy. Ale PAI to nie jest wszystko, na co mogą liczyć osoby oddalone od rynku pracy. W szczególności działaniami integracyjnymi zajmują się OPSy i może być tak, że po sześciomiesięcznym udziale w PAI, jeśli bezrobotny nadal będzie miał problemy z powrotem na rynek pracy, potrzebne będą dalsze działania zaprojektowane przez pomoc społeczną, często wspólnie z organizacjami pozarządowymi. Chciałbym zwrócić uwagę, że pierwotnie udział w Programie miał zamykać się w dwóch miesiącach i za sprawą konsultacji uznaliśmy, że zasadne jest stworzenie możliwości wydłużenia go do pół roku. To zdaniem specjalistów okres niezbędny do uzyskania efektów działań integracyjnych i aktywizacyjnych. Jego kontynuacją mogą być: uczestnictwo w programach rozwoju ekonomii społecznej, ale także prace społecznie użyteczne czy roboty publiczne. Celem jest zbliżenie takiej osoby do rynku pracy i pomoc w powrocie na rynek pracy. Zdajemy sobie sprawę, że dla części z tych bezrobotnych potrzebne są inne działania skoncentrowane na integracji i przeciwdziałaniu wykluczeniu społecznemu, a więc działania związane bardziej z pomocą społeczną. Szerszy wachlarz oddziaływania jest obecnie w resorcie projektowany w ramach przygotowywanej reformy pomocy społecznej.

Skoro zasoby są ograniczone, powinniśmy dbać o każdą złotówkę, czyli szukać sposobów na zwiększenie efektywności działań służb zatrudnienia. Dlaczego zatem w Programie działania aktywizacyjne mogą się zacząć dopiero po zakończeniu tych integracyjnych? Oba elementy świetnie się dopełniają, a bezrobotni widzą sens integracji, jeśli jednocześnie zaczynają np. uczyć się nowego fachu, a nauka fachu idzie im łatwiej widząc postępy w integracji...

J.M.: Wydaje mi się, że to twierdzenie wynika z błędnego rozumienia. PAI polega na połączeniu działań aktywizacyjnych i integracyjnych. Jego celem jest wykształcenie nawyków potrzebnych do świadczenia pracy, ale też przezwyciężenie różnego typu trudności życiowych. Działania aktywizacyjne są realizowane w formie prac społecznie użytecznych, robót publicznych. Integracyjne – w formie warsztatowej i są realizowane równolegle. Jeśli tak skonstruowany program nie zadziała, osoba bezrobotna może być skierowana do aktywizacji przez agencję zatrudnienia lub do zatrudnienia wspieranego lub pracy w spółdzielni socjalnej, mogą być także planowane działania przez OPS. Program Aktywizacja i Integracja jest więc jednym z ogniw pracy z tzw. osobą oddaloną od rynku pracy. W modelu idealnym po PAI osoba wykazuje gotowość do aktywności na rynku pracy, a przez to zyskuje tzw. drugi profil pomocy – wymaga wsparcia na rynku pracy. Dzięki zatrudnieniu subsydiowanemu, podniesieniu kwalifikacji powinna otrzymać ofertę zatrudnienia subsydiowanego i odnaleźć się na rynku pracy, usamodzielnić.

Przejdźmy do tematu zlecania usług aktywizacyjnych. Zgodnie z projektem Ustawy, PUPy – z pośrednictwem WUPów – będą mogły przekazywać najtrudniejszych do aktywizacji bezrobotnych agencjom zatrudnienia...

J.M.: Wykorzystaliśmy tu rozwiązania z krajów zachodnich, takich jak np. Wielka Brytania, Niemcy, Dania czy Francja. W ubiegłym roku uruchomiliśmy trzy programy pilotażowe, których założeniem jest aktywizacja oparta na indywidualnym wsparciu. Na poziomie regionu wybrane zostały trzy powiaty, z których każdy skierował do aktywizacji u wybranej agencji zatrudnienia grupę bezrobotnych. Agencja wyłoniona została w regionie po ocenie działań, które zaprojektowała jako wsparcie oferowane bezrobotnym. Zobowiązana została także do realizacji tych działań na terenie powiatów, dzięki czemu w miejscowościach powstały alternatywne centra aktywizacji zawodowej. Skierowane do agencji osoby to długotrwale bezrobotni, spośród których 7–10% stanowili niepełnosprawni. Co ważne, osoby te bardzo często od kilku lat nigdzie nie pracowały. Celem było zatrudnienie ich na rynku pracy przez minimum trzy miesiące. Ten model w samym projekcie ustawy został radykalnie zmieniony, m.in. zaostrzono kryteria finansowania programu tak, by transze wynagrodzenia były wypłacane za faktyczne zatrudnienie, a okres zatrudnienia wynosił minimum pół roku.

Organizacje pozarządowe martwi jednak fakt, że ustawa określa sztywno, że jedna agencja (podmiot prywatny czy też NGO) może otrzymać nie mniej niż 200 bezrobotnych do aktywizacji.

J.M.: Odkąd myśleliśmy o tym rozwiązaniu, widzieliśmy w wykonawcach zlecania także organizacje pozarządowe. W projekcie pilotażowym Partnerstwo dla Pracy zamierzaliśmy nawet wpisać do założeń, że operator ma obowiązek współpracy z partnerami społecznymi i NGOsami. Okazało się jednak, że Ustawa o zamówieniach publicznych ogranicza możliwości narzucenia przez zamawiającego konieczności przekazania części zlecenia innemu podmiotowi. W rezultacie ani na poziomie operatorów, ani na poziomie realizatorów działań aktywizacyjnych nie zostały wprowadzone żadne zapisy dyskryminujące jakiekolwiek podmioty. Organizacje pozarządowe są traktowane na równi z prywatnymi.

Istotne jest jednak podkreślenie, że o zlecenie na aktywizację osób bezrobotnych mogą się ubiegać wyłączenie pomioty, które mają status agencji zatrudnienia. Twardy zapis o skali aktywizacji wynika wprost z obowiązku uruchomienia przez agencje Centrum Aktywizacji na wzór CAZ. Zapewnienie infrastruktury tj. budynku, komputerów, miejsca opieki nad dziećmi, ale i odpowiedniej liczby doradców zawodowych wymaga dużego nakładu środków i jest rozwiązaniem racjonalnym tylko przy odpowiednio dużej grupie. Podkreślić chcę, że na etapie prac parlamentarnych wprowadzono zapisy o możliwości aktywizacji mniejszych grup bezrobotnych zlecanych przez PUP na poziomie lokalnym, gdzie aktywizacja dotyczyć będzie kilkunastu a nawet kilku bezrobotnych.

Rzeczywistość jest jednak taka, że tylko nieliczne NGOsy będą mogły przyjmować na raz pakiety ponad 200 bezrobotnych – miażdżąca większość nie ma na to zaplecza organizacyjnego. Taki limit jest więc formą dyskryminacji, bo zadanie operatorskie przekazuje w ręce sektora prywatnego, który oczywiście – jak podkreśla poprzez przedstawicieli organizacji pracodawców – może tę robotę wykonać osiągając większą efektywność ekonomiczną. Z mojego punktu widzenia większa efektywność to po prostu ewentualny zysk operatora: nie obniży kosztu usługi operatora, nie zwiększy liczby bezrobotnych obsługiwanych w ramach zlecania, nie zmniejszy wydatków z FP. Czy tak będzie w istocie?

J.M.: Nałożenie na agencje zatrudnienia obowiązku obsługi co najmniej 200 bezrobotnych ma – z jednej strony – na celu rozwiązanie ewentualnych problemów technicznych związanych z kierowaniem bezrobotnych do agencji zatrudniania, z drugiej strony – zabezpiecza agencję zatrudniania przed generowaniem dodatkowych kosztów związanych choćby z utrzymaniem centrum obsługi, które mogłyby się okazać nieadekwatne w stosunku do małej liczby bezrobotnych. Nie do końca się zgadzam z tezą, że taki kształt zlecania wyklucza organizacje pozarządowe z możliwości ubiegania się o zlecenie aktywizacji osób bezrobotnych. Zarówno zapisy projektu pilotażowego, jak i przepisy ustawy o zamówieniach publicznych dopuszczają możliwość tworzenia konsorcjów. Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, aby organizacje pozarządowe, posiadające status agencji zatrudnienia, porozumiały się między sobą i wspólnie wystartowały w przetargu. Nie mam poczucia, że przyjęty model dyskryminuje kogokolwiek – pamiętajmy, że nadal jest możliwość zlecania usług na poziomie powiatu, a wtedy do zleconej aktywizacji można skierować mniejsze grupy bezrobotnych.

Nie zgadzam się również z tezą, że większa efektywność to tylko zysk operatora. Po pierwsze – płacimy za wymierne wyniki w postaci zatrudnienia osoby bezrobotnej. Liczy się zysk po stronie osoby bezrobotnej, która znajduje zatrudnienie i państwa, które ma wpływy z podatków, składek oraz oszczędności w wydatkach na świadczenia i obsługę. Zatem jeśli nie ma efektu, nie ma również zysku agencji. Przestajemy płacić „od głowy”. Dlatego też efektywność oznacza oczywiście zysk dla operatora, ale i konkretne oszczędności dla FP z tytułu pomyślnego zakończenia procesu aktywizacji. Brak efektywności oznacza brak wydatków dla FP. Myślę, że to jest dobry mechanizm, który powoduje że środki FP będą przeznaczane na te formy przeciwdziałania bezrobociu, które są skuteczne. Ponadto chcę wyraźnie podkreślić, że do aktywizacji przez agencję zatrudnienia będą kierowane osoby bezrobotne, którym - w wyniku profilowania – zostanie przypisany profil pomocy „wymagający wsparcia” lub „oddaleni od rynku pracy”, a jednocześnie długotrwale bezrobotne, często pozostające bez pracy od kilku lat, a więc stosunkowo trudne do przywrócenia na rynek pracy.

Dlaczego nie pozostawić samym PUPom decyzji komu chcą przekazać i jakie grupy bezrobotnych? A nawet jeśli upieramy się już przy wpleceniu w ten system WUPów – czemu nie miałyby zdecydować samodzielnie czy wolą ten swój w przybliżeniu tysiąc bezrobotnych (na tyle pozwoli budżet zlecania) podzielić na kilka kontraktów czy może na kilkanaście lub kilkadziesiąt, wybierając bezpośrednio specjalistyczne podmioty, zajmujące się wąskimi, trudnymi do aktywizacji grupami bezrobotnych? Przecież zaletą ustawy miała być elastyczność, a tu praktyka szybko pokazałaby, czy wygrywa model operatorów, bezpośrednich wykonawców, czy model mieszany.

J.M.: Myślę, że to pytanie pokazuje, że musimy się cofnąć do podstaw działania systemu. Minister rozdziela środki wg przyjętego algorytmu i przekazuje je WUPom, które z kolei rozdzielają je między PUP. Przypomnijmy, że to władze samorządowe decydują o polityce regionalnej rynku pracy i mają na to środki z FP. Zlecanie usług służy temu, aby aktywizować grupy, które są istotne z punktu widzenia ministerstwa. Dlatego też błędnym wydaje się założenie, że PUPy nie mogą podejmować decyzji, jakie grupy wolą aktywizować. Pamiętajmy, że zlecenie usług na poziomie regionu (województwa) jest opcją dodatkową w stosunku do lokalnej polityki rynku pracy. Przecież już teraz, w tym porządku prawnym, istnieje zapis umożliwiający zlecanie usług aktywizacyjnych. Problemem jest to, że urzędy rzadko z niego korzystają...

O ile mi wiadomo – nigdy z niego nie skorzystały. Zapis jest martwy.

J.M.: ...i dlatego też wprowadzono możliwość zlecania w nowej formule. Jest zatem elastycznie i w konsekwencji to WUPy i PUPy decydować będą o wyborze działania z całego spektrum możliwości: zlecanie przez WUP we współpracy z PUPem, zlecanie przez PUP, PAI, wszystkie formy aktywnej polityki rynku pracy, programy specjalne, współpraca z podmiotami ekonomii społecznej. Ten katalog instrumentów i programów do wyboru jest ogromny i to jest efekt tej reformy. Cieszę się też, że wreszcie przedstawiciel RDPP weźmie udział w pracach NRZ, bo to pozwoli lepiej zrozumieć szeroką ofertę współpracy służb zatrudnienia z III sektorem, a NGO lepiej przygotować się do wspólnych działań. Będziemy też efektywnej monitorować efekty wprowadzonych zmian.

Czy silosowanie bezrobotnych, czyli oddawanie operatorom większych grup zróżnicowanych pod względem form oddalenia od rynku pracy, nie tworzy zagrożenia, że – kierując się logiką ekonomii – operatorzy od razu zrezygnują z pracy z pewnymi przekazanymi im, najtrudniejszymi bezrobotnymi? Jak MPiPS chce ograniczyć takie zagrożenie?

J.M.: Nie jestem zwolennikiem wypowiadania się o osobach bezrobotnych przy użyciu języka zapożyczającego sformułowania z dyscyplin technicznych. Wydaje mi się, że używanie takich słów jak „oddawania” operatorom również nieco zamazuje obraz zlecania.

Po pierwsze do operatorów trafią osoby przypisane do profilu pomocy „oddaleni od rynku pracy”, czyli osoby o stosunkowo niskich kwalifikacjach i takie które maja niską motywację do powrotu na rynek pracy. To oznacza, że grupa przekazywana agencji zatrudnienia będzie raczej jednorodna pod względem poziomu kwalifikacji i motywacji.

Po drugie, pamiętajmy, że w projekcie pilotażowym firmy konkurowały o otrzymanie zlecenia oferując uzyskanie określonej efektywności zatrudnieniowej i planując działania na rzecz tej grupy. Zasadą jest, że jeśli tej efektywności nie uzyskają – oznacza to dla nich określone sankcje. W czasie rozstrzygniętych przetargów zaoferowane wskaźniki zatrudnienia wykluczały przyjęcie założenia o braku aktywizacji określonej grupy. Przy takiej konstrukcji zlecania usług rezygnacja a priori z działań wobec jakiejś grupy oznacza duże ryzyko strat, również finansowych.

Wreszcie podkreślę, że do agencji kierowane są osoby, które często od kilku lat pozostają bezrobotne, co oznacza, że od kilku lat nie otrzymały adekwatnego wsparcia w powrocie na rynek pracy. Stworzenie im realnej szansy na bardziej zindywidualizowaną współpracę z doradcą zawodowym jest już wartością dodaną. Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, dziś dzięki zwiększonym środkom FP na aktywizację możemy pomóc – poza ofertami pracy, które są najważniejsze – co czwartej, co piątej osobie. Dzięki zlecaniu usług, ale i PAI chcemy przybliżyć się do wskaźnika 30–40% osób bezrobotnych objętych wsparciem. Warunek to większe środki na aktywną politykę rynku pracy i partnerzy zewnętrzni, który wspierać będą publiczne służby zatrudnienia.

Dlaczego – skoro model zapłaty za aktywizację zakłada określone kwoty za poszczególne działania – dodatkowo wprowadzono wymagany limit efektywności działań ogółem na danej grupie bezrobotnych? Czy pojawiający się w różnych zapowiedziach pułap 40% nie jest za wysoki, skoro zlecana będzie aktywizacja osób, którym urzędy pracy faktycznie nie mogą pomóc, najbardziej oddalonych od rynku pracy i obarczonych trudnymi do rozwiązania problemami?

J.M.: Warto zauważyć, ze koncepcja zlecania nie powstała po to, aby agencje zatrudnienia powielały sposoby działania urzędów pracy, ale po to, aby wprowadzały innowacyjne sposoby pracy z osobami bezrobotnymi i wykazały się dobrą współpracą z pracodawcami. Skoro liczona dla wszystkich instrumentów efektywność zatrudnieniowa uzyskiwana przez urzędy pracy przekroczyła 60%, to wydaje się że wynik niższy o 20 punktów procentowych trudno nazwać wygórowanym – raczej realnym w stosunku do tej grupy bezrobotnych. Z doświadczeń wielu krajów wynika, że wynik na poziomie 35–40% efektywności jest realny do osiągnięcia.

Pilotaż zlecania w Gdańsku, który ostatecznie nie doszedł do skutku, pokazał, że niedostatecznie wysoka kwota za usługę oraz trudna grupa osób do aktywizacji może zniechęcić wykonawców. Teraz główną nadzieją może być to, że kwota jest dwukrotnie wyższa (maksymalnie: trzykrotność średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej – w 2013 roku byłoby to 10950 zł). Czy w każdym województwie uda się uruchomić zlecanie i wykorzystać zaplanowany na ten cel budżet?

J.M.: Pamiętajmy, że projekty pilotażowe są po to, aby testować określone rozwiązania. Myślę, że w zapisach ustawowych udało się uniknąć większości błędów. Projekty pilotażowe realizowane na Podkarpaciu, Mazowszu i Dolnym Śląsku – ale także realizowany na podobnych zasadach projekt w Małopolsce – mają już bardzo dobre efekty, choć problemów nigdy wykluczyć się nie da. W codziennych działaniach urzędów pracy też zdarzają się problemy.

W tym roku chcemy uruchomić zlecanie usług według nowego modelu w kolejnych kilku województwach. Nie będziemy ograniczać czasu aktywizacji, jak to miało miejsce w przypadku pilotażu. Mam przekonanie, że województwa będą zainteresowane kontraktowaniem usług. To zawsze jest szansą na dodatkowe środki i dodatkowe możliwości aktywizowania osób bezrobotnych. Pilotaż zlecania usług pokazał, że przy dobrej współpracy między publicznymi służbami zatrudnienia i agencją zatrudnienia możliwe jest uzyskanie satysfakcjonujących rezultatów. Elastyczność, o której mówimy w trakcie całej naszej rozmowy, dotyczy też zakładanych wskaźników, które mogą być różne w różnych regionach. I ta filozofia znajduje swoje odzwierciedlenie w przepisach ustawowych, które regulują tylko ogólne zasady, a szczegóły będą przedmiotem kierunkowych zaleceń i rekomendacji Ministerstwa oraz szczegółowych decyzji w regionie.

Model z operatorami i podwykonawcami, choć świetnie działa za granicą, w kilku obszarach polskiej gospodarki nie wypalił. Weźmy takie pole jak budowę autostrad: ich budowa unicestwiła dużą część polskiej branży budowy dróg, setki podwykonawców dużych projektów. Czy nie ma zagrożenia, że w dziedzinie zlecania usług aktywizacyjnych może być podobnie?

J.M.: Myślę, że porównywanie budowy autostrad i aktywizacji bezrobotnych może prowadzić do wielu fałszywych wniosków. Warto podkreślić, że w ciągu całego procesu aktywizacji przez agencje zatrudnienia jest przepływ informacji pomiędzy PUPem, agencją zatrudnienia i osobą bezrobotną. To pozwala na wcześniejsze wyłapanie ewentualnych nieprawidłowości. Podkreślę po raz kolejny: podwykonawstwo nie jest jedyną formą angażowania mniejszych podmiotów. W każdym wypadku warto rozważyć również zawiązanie konsorcjum i podzielnie się odpowiedzialnością na etapie planowania działań. Tak zresztą już dziś realizowanych jest wiele projektów w ramach PO KL i ta metoda się doskonale sprawdza. Inne ryzyka, inna materia i inna skala wykluczają możliwość proste porównania tych obszarów.

W Wielkiej Brytanii, Francji i Holandii zlecenia aktywizacji zdobywają głównie gracze lokalni. W Polsce mogą to być głównie gracze z zagranicznym kapitałem. Czy jeśli tak by było, to czy nie powinno to budzić naszych wątpliwości, szczególnie, że alternatywa w postaci zlecania aktywizacji bezpośrednio u NGOsów w większości przypadków oznacza, że zysk musiałby zostać przeznaczony na działalność statutową tychże, a więc służyłby dobru publicznemu (większość organizacji nie prowadzi działalności gospodarczej)?

J.M.: Nic nie stoi na przeszkodzie, aby lokalne NGOsy ubiegały się o zlecanie usług na poziomie lokalnym, a więc w powiecie lub uczestniczyły w konsorcjach na poziomie regionalnym. Pamiętajmy, że zlecanie usług publicznych we wszystkich trzech wymienionych krajach ma już długą tradycję, a tym samym powstał rynek podmiotów, które mogą o realizację tych usług konkurować. Poza tym i w Wielkiej Brytanii, i we Francji wiele jest programów dużych, w dodatku wieloletnich. Nie zgadzam się z tym, że w Polsce mogą to być głownie gracze z zagranicznym kapitałem – wystarczy zobaczyć, kto wygrał przetargi w projekcie pilotażowym. Nie znajdziemy tam zagranicznych firm, a jedynie krajowe.

Przestrzegałbym również przed straszeniem zagranicznym kapitałem. Polska jako członek Unii Europejskiej jest zobowiązania do przestrzegania praw związanych ze swobodą działalności gospodarczej. Nie możemy także ograniczyć grona ewentualnych podmiotów realizujących aktywizację tylko do organizacji pozarządowych. Poza tym zwróćmy uwagę, ze organizacje pozarządowe zajmujące się problematyką rynku pracy nie wszędzie funkcjonują. Zdecydowana większość tych organizacji działa – paradoksalnie – w dużych miastach. Czasem nie mają odpowiedniego potencjału, aby zorganizować centrum obsługi w odległym powiecie. Planując te zmiany musieliśmy wziąć pod uwagę wiele czynników i obecny kształt zapisów jest wyrazem nie tylko kompromisów, ale i racjonalności dysponowania środkami publicznymi. Mam też nadzieję, że właśnie te programy będą elementem budowy potencjału i rozwoju NGOsów i firm zajmujących się aktywizacją na rynku pracy. Jeśli będą w projektach brać udział firmy zagraniczne, to bez współpracy z polskimi podmiotami i NGOsami, bez zatrudnienia polskich doradców zawodowych nic nie zdziałają. Zatem w każdym aspekcie będzie to wzmacnianie kapitału społecznego i potencjału w Polsce.

Docierają do mnie sygnały, że część PUPów obawia się zlecania – widzi w nim zagrożenie swojej pozycji, dowód na to, że są niesprawne i niepotrzebne. Czy są jakieś plany na wypadek sytuacji, gdy założony limit wydatków zlecanie nie zostanie wykorzystany?

J.M.: Założeniem dla wprowadzenia możliwości zlecania usług jest stworzenie systemu, gdzie publiczne służby zatrudnienia i agencje zatrudnienia będą prowadziły komplementarne względem siebie działania. Nic nie może wydarzyć się wbrew PUPom, bez ich zaangażowania i aktywności. Zresztą, choć docierają do mnie głosy sceptyczne, większość PUPów w takich programach widzi wsparcie dla efektywnej polityki rynku pracy. W trakcie prac sejmowych to przedstawiciele powiatowych urzędów pracy deklarowali, że czekają na te rozwiązania. WUPy mogą wybrać do projektu aktywizacji bezrobotnych PUPy ze swojego terenu. Nie sądzę, aby musiały wybierać spośród tych, które sobie tego nie życzą. Patrząc na zainteresowanie pilotażem i mając na uwadze fakt, iż projekty podobne do pilotażowego są już realizowane w innych częściach kraju, nie obawiam się, że założony limit nie zostanie wykorzystany. W planie finansowym funduszu pracy na 2014 rok zaplanowano na zlecanie usług kwotę 60 mln zł. Ta kwota będzie mogła być zwiększona ze środków FP na wniosek Marszałka Województwa o środki z rezerwy, które sa w dyspozycji ministra pracy.

Zgodnie z wielokrotnie powtarzaną deklaracją w czasie prac nad Ustawą, miała ona wykorzystywać potencjał pozarządowych organizacji działających na rynku pracy. Czy Pana zdaniem projekt w takim kształcie spełnia tę obietnicę?

J.M.: Nowelizacja ustawy miała być pierwszym krokiem ewolucyjnej zmiany publicznych służb zatrudnienia i w moim przekonaniu tak się stało. Porównując znowelizowane zapisy z poprzednią wersją ustawy mamy trzy zmiany, które zakładają szersze wykorzystanie potencjału organizacji pozarządowych. Mam na myśli zlecanie usług z poziomu województwa, nowe zasady zlecania aktywizacji przez PUP i Program Aktywizacja i Integracja.

Planowaliśmy zagwarantować, że część procesu aktywizacji na poziomie województwa zostanie powierzona organizacji pozarządowej, jednak przepisy dotyczące zamówień publicznych nie pozwalają na takie rozwiązanie i te kwestie znajdą się w rekomendacjach Ministra Pracy. Zatem do dotychczasowych możliwości dodajemy trzy następne, a z matematyką nie można dyskutować. Ale te potencjalne możliwości i ich wykorzystanie zależy już nie od Ministra i ustawodawcy, ale od postawy PUPów i aktywności NGOsów. Wierzę, że ten potencjał będzie wykorzystany – z korzyścią dla osób bezrobotnych, rynku pracy i efektywności aktywnej polityki rynku pracy. Deklaruję wsparcie dla tego procesu, już w tym roku przeznaczyliśmy dodatkowe 5 mln zł na wsparcie podmiotów ekonomii społecznej, chcemy wesprzeć jeszcze w tym roku samorządy, które uruchomią Program PAI, chcemy uruchomić kilka programów zlecania usług w kilku regionach.

Podsumowując, jestem pewien, że ta reforma stanowi pewnego rodzaju przełom w zaangażowaniu organizacji pozarządowych w procesy na rynku pracy. Mam nadzieję, że da również impuls do wyłonienia reprezentacji organizacji, których działalność dotyczy rynku pracy i do rozwoju III sektora, szczególnie na tych terenach, gdzie obecnie jest on słaby lub go nie ma. Dlatego zwracam się z apelem do wszystkich organizacji, aby wykorzystały stworzone przez ustawę możliwości i włączyły się w procesy aktywizowania osób bezrobotnych. Wierzę, że udział przedstawiciela III sektora na etapie wdrażania zmian zwiększy potencjał oddziaływania NGOsów, ale poprawi też przepływ informacji, rozwieje wątpliwości i pomoże znaleźć odpowiedzi na wiele pytań. Osobiście mogę zadeklarować, że na współpracy z III sektorem bardzo mi zależy i tak jak w trakcie prac parlamentarnych z uwagą słuchałem opinii i dokonaliśmy pewnych zmian, tak w przyszłości jestem otwarty na spotkania i rozmowy o zaangażowaniu NGOsów w aktywne polityki rynku pracy.

Źródło: FISE
KOMENTARZE (0) | DODAJ KOMENTARZ
WARTO PRZECZYTAĆ

Oprac. Łukasz Komuda, źr. GUS

FLEXICURITY | STATYSTYKA | 24.03.2017 „Mamy rynek pracownika” słyszymy każdego dnia z mediów. Niby konsumenci i pracownicy mają swoje lata tłuste, ale większość z nas jakoś tego nie odczuwa. Cóż, polski rynek pracy tylko z pozoru jest w znakomitej kondycji. Fundamentalne problemy pozostają na nim nierozwiązane. Ponieważ zmierzenie się z nimi wymaga polityki obliczonej na wiele kadencji sejmowych i kompleksowe, systemowe działanie … (więcej >)