PORTAL PROWADZI
Łukasz Komuda
Ostatnia aktualizacja: 24.09.2012
GRUPY DEFAWORYZOWANE|INSTYTUCJE RYNKU PRACY|NARZĘDZIA RYNKU PRACY|STATYSTYKA|ZAGRANICA|
Niemieckich mistrzów przepis na niskie bezrobocie

Źródło: tradingseconomics.com

Stopa bezrobocia w Niemczech jest w ostatnich miesiącach najniższa od momentu zjednoczenia w 1990 roku. Jak to możliwe w czasie kryzysu, spadku globalnej koniunktury, kryzysu w Unii Europejskiej?

Ostatnie dane opublikowane przez Federalną Agencję Zatrudnienia (Bundesagentur für Arbeit), dotyczące sierpnia 2012 roku, podają, że stopa bezrobocia w Niemczech wynosiła wtedy 6,8%. Obok Austrii i Holandii Republika Federalna Niemiec jest krajem o najniższym bezrobociu w całej Unii Europejskiej. Wśród globalnych potęg gospodarczych Niemcy uplasowali się pomiędzy Japończykami (stopa bezrobocia: 4,3%) i Stanami Zjednoczonymi (8,1%).

Średnia wielkość bezrobocia u naszego zachodniego sąsiada wynosiła w ostatnich 12 miesiącach 6,8%. To sporo poniżej średniej z ostatnich dwudziestu lat, która wynosi 9,5%. W październiku 2011 roku odnotowano zaś najniższy wskaźnik od chwili zjednoczenia RFN z NRD: stopa wynosiła wtedy 6,4%. A przecież ledwo siedem lat temu bezrobocie w Niemczech było najwyższe od 1990 roku: stopa sięgnęła poziomu 12,1%.

Od tego czasu chwiały się rynki finansowe, nastąpił kryzys zadłużenia, Unia Europejska znalazła się w niebezpieczeństwie rozpadu – a w tym czasie bezrobocie nad Renem i Sprewą stale się zmniejszało. Gdy w końcu 2009 i na początku 2010 roku PKB Niemiec zaczęło spadać (spadek sięgnął nawet 6%, licząc 12 miesięcy do 12 poprzednich miesięcy), wskaźnik bezrobocia podskoczył. Jednak skok był niewielki (z 7,6% do 8,3%), a już w październiku 2009 roku stopa znowu zaczęła spadać.

Jak to możliwe? Ekonomiści zwracają uwagę na stałe przesuwanie się koncentracji niemieckiej gospodarki z rynku wewnętrznego na eksport oraz fakt, że niemieccy przedsiębiorcy ostrożnie podchodzili do boomów gospodarczych w Europie ostatnich lat – z założenia przyjmowali, że nie potrwają one zbyt długo, dlatego nie zwiększali gwałtownie zatrudnienia, a co za tym idzie – nie musieli później martwić się jego przerostem.

Nie bez znaczenia było także zahamowanie wzrostu zarobków, jakie można zaobserwować od 2001 roku. Ale to nie wszystko – trudno bowiem znaleźć eksperta, który nie zwróciłby uwagi na skuteczną politykę zatrudnieniową oraz edukacyjną, realizowane na różnych poziomach i adresowane do różnych grup interesariuszy. Podkreślane są z jednej strony stałość i skuteczność systemu edukacyjnego, z drugiej: przemyślane reformy polityki zatrudnienia, wprowadzone przede wszystkim w latach 2003–2005.

Czeladnik w systemie podwójnym
W chwili, gdy w Hiszpanii i Grecji stopa bezrobocia osób w wieku 15–24 lat przekroczyła już 50% – wynosi odpowiednio: 53% oraz 54% – w Niemczech jest niska: to ledwie 8%. Nie jest to jednak osiągnięcie ostatnich kilku lat, ale plon polityki edukacyjnej realizowanej od dziesięcioleci. Chodzi o szkoły zawodowe, do których trafia 60% niemieckich 16-latków (zazwyczaj absolwentów Hauptschule – choć każdy land ma swoją specyfikę). Ok. 1,5 mln młodych ludzi, z których 90% pomyślnie przechodzi cały cykl nauki i staje się wykwalifikowanymi robotnikami i specjalistami.

System, którego korzenie sięgają czasów średniowiecznych, polega przede wszystkim na szkoleniu o charakterze praktycznym: równolegle w szkole i w zakładzie pracy (z którym szkoła ściśle współpracuje) – dlatego właśnie nazywa się go systemem podwójnym (Duale Ausbildung). Nauka zawodu w firmie odbywa się pod okiem doświadczonego pracownika, a więc na jednego ucznia przypada jeden fachowiec-nauczyciel (tzw. Ausbilder), co okazuje się kluczem do skuteczności tego rozwiązania. Nie bez powodu przypomina ono relację czeladnik-mistrz.

Jedynie 1/3–1/2 zajęć prowadzona jest na poziomie teoretycznym na terenie gmachu szkoły – pozostała część to praktyka u pracodawcy, u którego ostatecznie nawet połowa praktykantów zostaje na pełnym etacie. Nauka trwa 3–3,5 lat, w zależności od szkoły i specjalności zawodowej.

Związki nie boją się młodych
Praktykanci są wynagradzani – na poziomie ok. 1/3 pensji początkującego, wykwalifikowanego pracownika, czyli otrzymują przeciętnie 680 euro miesięcznie. Kwota ta, pochodząca z Federalnej Agencji Zatrudnienia, jest elementem prewencyjnej aktywizacyjnej polityki na rynku pracy. Zachęca pracodawców do otwartości wobec młodych pracowników, ułatwia podmiotom otwierającym się na praktyki stosowanie efektywnej polityki kadrowej i sięganie po pracowników o największej wartości dla firmy. Z drugiej strony młodzi ludzie wprowadzani są w dorosłe życie i zdobywają doświadczenie, które bardzo ułatwia im poszukiwanie pracy, jeśli sami zdecydują o wyborze innego pracodawcy lub jeśli pracodawca, u którego praktykowali, nie ma dla nich miejsca.

System ten jest na tyle efektywny, że wielu utalentowanych młodych ludzi świadomie wybiera ścieżkę szkolnictwa zawodowego w miejsce wykształcenia ogólnokształcącego i akademickiego – tym bardziej, że szkoły zawodowe nie zamykają drogi do dalszego rozwoju naukowego: większość uczelni wyższych wymaga jedynie zdania dodatkowego egzaminu kwalifikacyjnego.

Opisany wyżej system niemiecki kształcenia zawodowego, choć kusi, by stał się wzorcem dla wszystkich krajów europejskich, poza wysokim kosztem wstępnym (który zwraca się dopiero po latach w postaci mniejszej liczby zasiłków i mniejszych potrzeb szkolenia bezrobotnych) ma jedno poważne ograniczenie. Mógł on się narodzić jedynie w kraju o szczególnym układzie sił na rynku pracy. W Niemczech bowiem potężne tam przecież związki zawodowe potrafią na wielu polach skutecznie współpracować tak z administracją, jak i z pracodawcami – i nie ograniczają swoich postulatów do dbałości o dobrostan swoich członków tu i teraz. Dzięki temu zdecydowały się poprzeć rozwiązanie, które tworzy przecież zagrożenie dla obecnie aktywnych zawodowo członków związków – poprawia jakość kadr wchodzących na rynek pracy.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że Niemcy (podobnie jak Polskę) dotyka poważny kryzys demograficzny i kadr z każdym rokiem zwyczajnie ubywa. To oznacza, że w wielu zawodach stale brakuje fachowców. Nawet tak atrakcyjny dla młodych ludzi system szkolenia zawodowego nie rozwiązuje całkowicie problemu: w 2011 roku blisko 30 tys. miejsc dla praktykantów zaoferowanych przez pracodawców nie znalazło chętnych pośród uczniów Hautpschule.

Krocząca średnia|
Elastyczność prawa pracy – to hasło w polskich mediach pojawia się niemal bez ustanku. W imię elastyczności na naszym rynku pracy pojawiły się miliony Polaków zatrudnionych na umowy o dzieło, umowy zlecenia i samozatrudnionych. Dziś coraz częściej krytykuje się ten rozrost udziału „umów śmieciowych” w naszej gospodarce, dostrzegając w tym zjawisku czynnik rosnącej asymetrii sił pomiędzy pracodawcami i pracownikami, szkodzącej rynkowi pracy.

W Niemczech wybrano inny kierunek – szukano sposobu na to, by elastyczność zasobu kadr pracodawcy szła w parze z utrzymaniem bezpieczeństwa utrzymania miejsca pracy przez pracownika. Jeszcze pod koniec lat 90. pojawiło się tam rozwiązanie, polegające na tym, że pracodawca – w sytuacji spadku liczby zamówień – może obniżyć liczbę godzin pracy w tygodniu, by po pewnym czasie zwiększyć ją tak, by średnia (krocząca, liczona najczęściej dla 6 miesięcy – system może się bowiem różnić w poszczególnych branżach, a nawet firmach) pozostała na poziomie wyjściowym. Możliwa jest także sytuacja odwrotna: tydzień pracy najpierw ulega wydłużeniu, a później skróceniu. W każdym przypadku wysokość pensji pracownika nie ulega zmianie. W ten sposób pracodawcy zachowują sporo swobody w zakresie zaangażowania swoich zasobów ludzkich, a pracownicy – większe poczucie bezpieczeństwa nawet w okresach dużej zmienności rynkowej.

Warto zwrócić uwagę, że od 1998 do 2005 roku odsetek pracowników objętych umowami z klauzulą umożliwiającą takie właśnie zmiany długości tygodnia pracy zwiększył się z 33% do 48%, a aktualnie przekracza już 50%.

Kawałkowane etaty
Innym (oprócz wymaganych odpraw) mechanizmem zniechęcającym pracodawców do przeprowadzania zwolnień i przekonujących ich do przeczekania trudniejszych czasów jest tzw. Kurzarbeit, czyli możliwość wprowadzania pracy niepełnoetatowej. Każda niemiecka firma może zgłosić do Urzędu Pracy, że – z uwagi na spadek na popyt na usługi czy towary przez nią produkowane – zagrożone są miejsca pracy, jakie tworzy. I zamiast zwalniać pracowników, przedsiębiorstwo redukuje liczbę godzin ich pracy. Urząd pracy dopłaca im wtedy 60–67% dochodów utraconych na skutek redukcji etatu do jego części (np. do 4/5). Gdy koniunktura gospodarcza się poprawa, a liczba zamówień rośnie, sytuacja wraca do punktu wyjścia.

Badania pokazują, że z systemu dopłat dla pracowników za skrócone ze względów ekonomicznych etaty korzysta dziś 22% niemieckich przedsiębiorstw, a pośród nich: 39% firm produkcyjnych. Jednak z firm, które korzystają dziś z tej formy zachowania wykwalifikowanych kadr 34% deklaruje właśnie, że będzie wydłużać czasowo skrócone etaty, a jedynie 14% informuje, że raczej poszerzy liczbę ludzi objętych takim programem. To widoczny znak, że koniunktura się poprawia, co powinno cieszyć ministra finansów: rozwiązanie to, kosztowało w ostatnich latach ponad 5 mld euro rocznie i obejmowało 1,4 mln pracowników. Jaki miało to wpływ na skalę bezrobocia? Eckard Tuchfeld, główny ekonomista Commerzbanku, ocenia, że wszystkie mechanizmy zwiększające elastyczność niemieckiego rynku pracy, zmniejszają liczbę bezrobotnych o niemal 1/3, czyli o 1,5 miliona.

Zagrożenie dla pełnych etatów?
Zachęty rządu, wprowadzane od czasu reform rynku pracy, przeprowadzanych w latach 2003–2005, sprawiają, że popularność cząstkowych etatów rośnie niezależnie od koniunktury – na rynku pracy nie brakuje bowiem osób, które preferują obciążenie pracą na poziomie części etatu, podobnie jak firm, które potrzebują pracowników do prac w krótszym wymiarze godzinowym.

Szersze wykorzystanie takiego pomysłu sprawia, że określony popyt na pracę może być zaspokojony przez większą liczbę ludzi, a co za tym idzie – bezrobocie może być mniejsze bez szkody dla pracowników. Obecnie z tej opcji korzysta ok. 7,5 mln Niemców, z czego dla 5 mln częściowy etat był jedynym zatrudnieniem.

Warto zwrócić uwagę, że w sytuacji, gdy zarobki w takiej formie zatrudnienia nie przekraczają 400 euro miesięcznie, pracownik nie płaci żadnych podatków ani składek ubezpieczeniowych i nie traci prawa do zasiłku dla bezrobotnego! I tu pojawia się oczywisty przyczynek do krytyki tego kierunku polityki naszego zachodniego sąsiada: cząstkowe etaty tworzą rodzaj pułapki dla wielu ludzi, którzy wykonując najprostsze i najgorzej opłacane prace nie potrafią znaleźć więcej niż jednego miejsca zatrudnienia i w rezultacie zarabiają za mało, by znaleźć sposób na wyjście się z ubóstwa.

Ekonomiści zwracają także uwagę na fakt, że wielu Niemcom nie opłaca się podjąć pełnoetatowej pracy, bo połączenie zasiłku i cząstkowego etatu może zapewniać im większe dochody przy mniejszym wysiłku.

Na macierzyńskim, na wychowawczym
Na koniec warto powiedzieć o elementach, które polscy pracodawcy czasem krytykują, a które są immanentną częścią niemieckiego prawa pracy: o okresach wypowiedzenia i ochronie kobiet w ciąży. Te regulacje także ograniczają zmiany poziomu zatrudnienia i mają ogromny wpływ na poczucie bezpieczeństwa pracowników.

Kobietom w ciąży przysługuje tam pełnopłatny urlop macierzyński, który musi się zacząć nie później niż 6 tygodni przed przewidywanym terminem porodu, a nie może zakończyć się wcześniej niż 8 tygodni po nim (jego faktyczna długość zależy od stanu zdrowia matki i dziecka). Urlop ten jest współfinansowany przez ubezpieczyciela oraz pracodawcę, który w czasie jego trwania nie może zwolnić matki. Co ważniejsze, nawet, jeśli urlop jest krótki, to jest ona chroniona przed zwolnieniem co najmniej do 4 miesiąca po porodzie.

Obu rodzicom przysługuje łącznie do trzech lat urlopu wychowawczego. Jeśli z niego skorzystają, zamiast pensji otrzymują od ubezpieczyciela zasiłek wychowawczy (Elterngeld), którego nie tracą jeśli zdecydują się podjąć pracę w wymiarze nie większym niż 30 godzin tygodniowo (standardem jest praca w wymiarze 40–45 godzin tygodniowo) – mogą pracować u swojego dotychczasowego pracodawcy lub w innym miejscu. Przebywając na takim urlopie nie mogą zostać zwolnieni.

A co z okresem wypowiedzenia? W Niemczech jest zróżnicowany i zależy przede wszystkim od stażu pracy: wynosi on od 4 tygodni do aż 7 miesięcy. Oznacza to, że tak kwestia ochrony matek w miejscu pracy, jak i długo zatrudnionych pracowników, wygląda w Niemczech podobnie jak w Polsce. Widać jednak, że Niemcy korzystają z tych narzędzi w większym zakresie, a to oznacza większe poczucie stałości miejsca pracy.

Jest to generalna konkluzja przy porównywaniu naszej polityki zatrudnienia z niemiecką: Niemcy ingerują w rynek głębiej, w sposób bardziej spójny, działają w większym zakresie i nie próbują reformować swoich rozwiązań po każdych wyborach parlamentarnych. Wierzą w liczby i to, że skuteczność działań na rynku pracy często da się zauważyć dopiero po kilkunastu latach.

Łukasz Komuda,

Źródło: bezrobocie.org.pl
KOMENTARZE (0) | DODAJ KOMENTARZ