PORTAL PROWADZI
Łukasz Komuda
Ostatnia aktualizacja: 20.07.2017
FLEXICURITY|STATYSTYKA|ZAGRANICA|
Optymizmu przybywa, strachu nie ubywa

Źr. Randstad

Od blisko roku „twarde” dane GUS przynoszą kolejne doniesienia o kolejnych wskaźnikach pokonujących bariery niepokonane przez 10, 25, a nawet 27 lat. Rekordów nie brakuje też w najnowszej, 28. edycji badania "Monitor Rynku Pracy".

Badanie, realizowane przez agencję pracy Randstad, prowadzone w 33 krajach świata (w tym 18 europejskich), tradycyjnie dzieli się na dwie części. W pierwszej pojawiają się stale te same pytania i wskaźniki. Druga za każdym razem przynosi nowy zestaw zagadnień – czasem fundamentalnych z naszego, polskiego lub europejskiego punktu widzenia, czasem niszowych. Pierwsza część przynosi od kilku kwartałów kolejne doniesienia o oddalaniu się populacji polskich pracowników od europejskiej średniej, a ostatnio – o zdobywaniu kolejnych szczebli na podium.

Drugi kwartał (badania realizowano w maju tego roku) po raz kolejny pokazał, że na naszym kontynencie Polska nie ma sobie równych pod względem skali rotacji. W ciągu ostatniego półrocza pracę zmieniło 27% badanych. Był to drugi najwyższy wynik w historii naszego kraju – większa ruchliwość miała miejsce tylko raz, rok temu (29%). Warto zauważyć, że zmianę pracy zdefiniowano jako jakąkolwiek zmianę stanowiska – także w ramach jednej firmy (co obejmuje m.in. awanse i degradacje). Jednak dane szczegółowe wskazują, że zarówno na obszarze Europy, jak i szczególnie nad Wisłą, ok. 3/4 zmian oznaczało zmianę pracodawcy.

Przyczyny zmiany pracy nie zmieniają się od blisko 4 lat: na pierwszym miejscu (42% wskazań) otrzymanie lepszych warunków pracy np. wyższa pensja, lepsze dodatki, lepsza umowa; na drugim – osobiste pragnienie zmiany (27%); na trzeciej – zmiany struktury firmy, reorganizacja (13%). Inaczej mówiąc zdecydowanie częściej to pracownicy zmieniają pracodawców niż na odwrót. Przy czym – co pokazywały niektóre pytania dodatkowe w poprzednich edycjach – ponieważ nie wszyscy pracownicy na naszym rynku mogą liczyć na podwyżki, dla części zatrudnionych zmiana przedsiębiorstwa może być najlepszym sposobem na poprawę zarobków.

Tylu optymistów jeszcze nie mieliśmy
Niezmiennie też pracę znajdujemy dzięki poleceniu i przez znajomości. Wystarczy wspomnieć, że w ostatnich dwóch latach odsetek respondentów, którzy aktywnie szukali pracy (przeglądali ogłoszenia, wysyłali CV itd.), wahał się w przedziale 11–15%. Tymczasem odsetek tych, którzy zmieniali pracę, był zwykle blisko dwukrotnie większy. Trzeba jednak pamiętać, że ci, którzy aktywnie szukali pracy i ci, którzy ostatnio ją zmienili, nie stanowią tej samej podgrupy badanych – szereg badań realizowanych przez firmy pośrednictwa pracy pokazuje, że rola poczty pantoflowej i ściągania sprawdzonych ludzi poprzez sieć znajomych mogą mieć jeszcze większe znaczenie. Pod tym względem nie różnimy się jednak specjalnie od krajów Zachodniej Europy.

Pierwsze miejsce w Europie Polacy zajęli także w dziedzinie mobilności, czyli deklarowanej otwartości na zmianę miejsca pracy. Wskaźnik 109 punktów – taki sam jak kwartał wcześniej – był piątym pod względem wysokości wynikiem w historii badania w Polsce.

Najwięcej optymizmu może jednak budzić inny współczynnik: odsetek pracowników, zdaniem których w razie utraty zatrudnienia byliby w stanie znaleźć coś nowego w ciągu półrocza. O tym, że w takim przedziale czasu do zdobycia byłaby podobna praca (stanowisko, warunki), przekonanych było aż 80% badanych w naszym kraju, a jakakolwiek praca jest w zasięgu ręki zdaniem 86%. To odsetki absolutnie rekordowe – wystarczy wspomnieć, że w IV kwartale 2013 roku wynosiły odpowiednio 63% i 69%. Odsetek tych, którzy sądzą, że w razie zwolnienia czy bankructwa firmy wpadliby w głębokie kłopoty, zmalał więc w ciągu trzy i pół roku aż dwukrotnie!

Jeszcze pół roku temu Polska współdzieliła pierwsze miejsce na podium z Czechami, które mogą się pochwalić najniższą stopą bezrobocia w Unii Europejskiej. Edycję temu pod względem obu wspomnianych wskaźników zajęliśmy pierwsze miejsce, a wyniki z maja powiększyły naszą przewagę nad sąsiadami z południa.

Pracownik pracownikowi nierówny
Często zmieniamy pracę, jesteśmy otwarci na taką zmianę, a przy tym widzimy, że rynek pracy oferuje wiele miejsc, które moglibyśmy wypełnić. Nie zmienia to jednak poziomu naszego lęku o utratę pracy. Mimo tak dobrych wyników, mimo bicia kolejnych rekordów, odsetek osób sygnalizujący lęk przed utratą zatrudnienia, pozostał wysoki. Wprawdzie silny niepokój z tego powodu zmniejszył się w porównaniu do poprzedniego kwartału o 2 pkt proc. (do 9%), a umiarkowany nie uległ zmianie (21%), to ciągle blisko 1/3 polskich pracowników obawia się utraty pracy, co uplasowało nas na czwartym miejscu na naszym kontynencie. Pokonały nas wyłącznie kraje, które od dawna przeżywają naprawdę głębokie problemy gospodarcze – Grecja, Włochy (jeden z najwyższych wzrostów bezrobocia ludzi młodych w Europie!) i Hiszpania. Na dodatek wyraźnie podskoczył nasz poziom satysfakcji z wykonywanej pracy. Sygnalizowało go aż 77% badanych, najwięcej w historii badania. Większym mogły się pochwalić tylko Dania i Austria (po 79%)!

Jak to więc jest: jesteśmy zadowoleni z pracy jak mało kto, ale najczęściej ją zmieniamy. Boimy się o zwolnienie czy upadek naszego pracodawcy, ale jesteśmy przekonani, że w razie czego praca jest łatwa do zdobycia. Czy te oceny nie są wewnętrznie sprzeczne? Po pierwsze, mogą takie być, gdyż mówimy o subiektywnych odczuciach badanych, a nie o namacalnych faktach. Po drugie – i to jest kluczowe, nie ma jednego rynku pracy. Istnieją na nim rozmaite nisze o różnych perspektywach, wrażliwości, szansach i zagrożeniach. Osoby, które zmieniają pracę, to zwykle inne, niż obawiające się zwolnienia. Te, które są najbardziej przekonane, że jest wiele ofert, które pasują do ich profilu wykształcenia i doświadczenia zawodowego, mogą obniżać swoją ocenę satysfakcji z pracy – lub starać się o podwyżkę/poprawę kontraktu.

Elastyczni, ale do pewnych granic
Dodatkowo, nasze poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego po części poprawia fakt, że ciągle możliwy jest wyjazd na Zachód za lepszą pracą. Nawet gimnazjaliści wiedzą, że najgorsza legalna praca w Niemczech daje lepsze zarobki niż średnia pensja w naszym kraju, a choć koszty życia są za Odrą wyższe, to i tak odłożyć można znacznie więcej, niż u nas. Druga część „Monitora Rynku Pracy” pokazała, że czasowy wyjazd „na saksy” (ale nie tylko do Niemiec!) w sytuacji, gdyby nie udało się znaleźć zatrudnienia w zawodzie w naszym kraju, bierze pod uwagę 64% pytanych. Nie było narodu w Europie, który chętniej myślałby o takiej eskapadzie – a Polakom dorównywali tylko Hiszpanie.

Jeśli zaś chodzi o wyjazd na stałe za granicę ze względu na karierę zawodową, to bierze go na poważnie pod uwagę 58% Polaków, 59% Włochów i 60% Hiszpanów (trzy narodowości o największym odsetku). Dla porównania, w Czechach czasowy wyjazd bierze pod uwagę 41% respondentów, a wyjazd na stałe – 35%. Dla obu wskaźników różnica pomiędzy Polską i Czechami wynosi 23 pkt proc.

Na dokładkę: aż 88% badanych w naszym kraju (i tyle samo w Portugalii) zaakceptowałoby zmianę umowy na taką na czas określony – znowu najwięcej na kontynencie. Cóż, mamy najwyższy odsetek takich kontraktów pośród krajów Unii Europejskiej (27,5% pośród zatrudnionych na umowę o pracę), czyli dla wielu z nas taka forma zatrudnienia to norma…

Nie jesteśmy jednak tak otwarci, jeśli chodzi o przekwalifikowanie – godzi się na nie 89% badanych, ale to tylko o 1 pkt proc. więcej niż średnia badanych krajów europejskich (w Portugalii i Hiszpanii zgodziłoby się na zmianę fachu 95% pracowników). Natomiast bardzo nieprzychylnie myślimy o obniżeniu wynagrodzenia czy stanowiska – dla zachowania pracy zgodziłoby się na nie 36% respondentów, o 7 pkt proc. mniej niż średnia kontynentu i o 28 pkt proc. – w porównaniu do Wielkiej Brytanii. Cóż, z jednej strony na taki profil odpowiedzi może wpływać aktualna, relatywnie dobra sytuacja jeśli chodzi o dostępność ofert pracy. Z drugiej, takie wskaźniki mogą pokazywać, że wynagrodzenia w naszym kraju są na tyle niskie, że 2/3 pracowników rozważa trzaśnięcie drzwiami na wieść o potencjalnych cięciach w wynagrodzeniach.

Gastarbeiterzy to nie uchodźcy
Badanie dotknęło też drażliwej kwestii przybywania obcokrajowców do naszego kraju. Na pytanie, czy zaakceptowalibyśmy czasową obecność gastarbeiterów zatrudnianych tam, gdzie nie da się znaleźć lokalnych kandydatów do pracy, aż 2/3 ankietowanych odpowiedziało pozytywnie – to największy odsetek pośród krajów europejskich. Czy więc to media robią z Polaków ksenofobów, a w rzeczywistości jesteśmy najbardziej tolerancyjnym i najbardziej otwartym narodem Starego Świata?

Raczej nie. Musimy bowiem pamiętać, że pytanie zadawano wyłącznie pracującym – bezrobotni i bierni zawodowo (często wypchnięci poza rynek pracy przez lata wysokiego bezrobocia) mogliby tę sprawę oceniać inaczej. Dodatkowo, grupa nieco ponad 800 badanych w naszym kraju miała zdecydowanie nadmierny odsetek respondentów z wyższym wykształceniem, za to zbyt mało osób z wykształceniem podstawowym i zawodowym – co wynika z faktu, że badanie realizowane jest za sprawą ankiet internetowych, a ta ostatnia grupa ma ograniczony dostęp do sieci i mniejsze niż w innych grupach kompetencje do wypełniania stosownych formularzy.

Dodatkowo warto zwrócić uwagę na to, jak sformułowane jest pytanie. Literalnie wspomniane są tam miejsca pracy, których nie sposób wypełnić polskimi kadrami – czyli wykluczone jest wypychanie rodzimych pracowników z rynku. Na dodatek mowa jest o czasowym zatrudnieniu, czyli dużej swobodzie zmiany polityki.

Na koniec warto dodać, że na odsetek pozytywnych odpowiedzi ogromny wpływ ma to, że gastarbeiter w Polsce ma twarz Ukraińca. Przeszło 4/5 pracujących obcokrajowców legitymujących się pozwoleniem na pracę i ponad 9/10 tych, którzy są u nas zatrudnieni dzięki oświadczeń naszych pracodawców, to goście znad Dniestru i Donu, podczas gdy żadna inna nacja nie może się pochwalić nawet 5-procentowym udziałem pośród ogółu przybywających do pracy w Polsce. Ukraińcy w zdecydowanej większości przyjeżdżają na kilka miesięcy, wracają by wypełnić formalności i znowu trafiają do nas. Są przy tym chyba najbliższym Polakom kulturowo i historycznie narodem – nie wspominając o podobieństwie języków. I mimo tego, że jest ich w Polsce zapewne ok. 750 tys. i są dostrzegalni w sklepach, na budowach, środkach komunikacji publicznej – to nie budzą negatywnych skojarzeń. A często wręcz przeciwnie – wielu pracodawców czy zleceniodawców ocenia wysoko ich solidność, punktualność, pracowitość. Zatem choć nasz rząd próbuje z Ukraińców robić uchodźców, polscy pracownicy tak ich nie postrzegają – i patrzą na nich przychylnym okiem, jak na tych, których nasza gospodarka potrzebuje. Niekiedy przegapiając fakt, że każdy dopływ ludzi gotowych do pracy za stawki niższe niż nasza rodzima ludność, odbija się negatywnie na tempie podwyżek na całym rynku pracy.

Wspomniany wskaźnik otwartości na gastarbeiterów powinniśmy jednak odbierać jako pewną przesłankę do tego, że na kryzys demograficzny, który już zaczyna nas dotykać, będzie można przynajmniej do pewnego stopnia i chociaż krótkoterminowo odpowiedzieć przyjmując więcej pracowników zza Bugu. Długoterminowo jednak powinniśmy liczyć na zasoby, jakimi dysponujemy sami – a rezerwy rąk do pracy mamy ogromne.
 

Łukasz Komuda


Całość badania wraz z materiałem prasowym można pobrać tutaj.

Źródło: FISE
NOWY KOMENTARZ
TYTUŁ KOMENTARZA
TREŚĆ KOMENTARZA
PODPIS

WARTO PRZECZYTAĆ

Oprac. Łukasz Komuda, źr. GUS

FLEXICURITY | STATYSTYKA | 24.03.2017 „Mamy rynek pracownika” słyszymy każdego dnia z mediów. Niby konsumenci i pracownicy mają swoje lata tłuste, ale większość z nas jakoś tego nie odczuwa. Cóż, polski rynek pracy tylko z pozoru jest w znakomitej kondycji. Fundamentalne problemy pozostają na nim nierozwiązane. Ponieważ zmierzenie się z nimi wymaga polityki obliczonej na wiele kadencji sejmowych i kompleksowe, systemowe działanie … (więcej >)