PORTAL PROWADZI
Kamil Fejfer
Ostatnia aktualizacja: 29.01.2016
GRUPY DEFAWORYZOWANE|STATYSTYKA|
Licząc razem z Czarneckim średnio powodzi nam się nieźle

fot. Leonardo1960, źr. pixabay.com, lic. CC0

Czy nie mieliście nigdy wrażenia, że średnia krajowa podawana przez GUS z jakichś powodów nie odzwierciedla stanu faktycznego dotyczącego zarobków Polaków? Jeśli tak, to mieliście rację. Średnią krajową i powyżej zarabia niespełna 1/3 Polaków.

Media bardzo lubią informować o tzw. średniej krajowej. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie, bo tak fachowo nazywana jest przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) średnia pensja statystycznego Polaka zatrudnionego w sektorze przedsiębiorstw, w grudniu 2015 roku wynosiło 4515,28 zł brutto i była wyższa od grudniowej pensji z 2014 roku o 3,1%. Przeciętny pracownik w Polsce dostawał więc na rękę 3212,57 zł. Grudzień jest jednak specyficznym miesiącem pod względem wypłat, ponieważ pracownicy dostają wtedy premie świąteczne. W listopadzie ubiegłego roku średnia pensja brutto dla przedsiębiorstw była o 351 zł niższa. Czy wielu z Was i Waszych znajomych nie widziało takiej wypłaty wpływającej na konto od dawna? Nic dziwnego, średnią krajową i powyżej zarabia blisko 1/3 pracujących. Dziwne? Nie, jeżeli przyjrzymy się temu, w jaki sposób jest liczona.

Jak się liczy średnią krajową
Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Średnia krajowa, zwana fachowo „przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniem” jest podawana przez GUS miesięcznie (w tym przypadku tylko dla sektora przedsiębiorstw i tylko dla podmiotów zatrudniających powyżej 9 osób), kwartalnie i rocznie. Przeciętne wynagrodzenie oblicza się przez przyjęcie dwóch składowych: sumy wynagrodzeń (umieszczanej w liczniku) oraz przeciętnego zatrudnienia (mianownik).

GUS na swojej stronie internetowej przytacza jasny przykład: Przeciętne wynagrodzenie miesięczne (PWm)

Jeżeli suma wynagrodzeń osobowych wynikających z umowy o pracę w danym zakładzie pracy w miesiącu sprawozdawczym = 231105,0 zł, a przeciętna liczba zatrudnionych w miesiącu wynosi 93, zatem 231105,0 : 93 = 2485,00 zł.

Jeśli spojrzymy na metodykę obliczania przeciętne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, to dowiemy się, że rachunki dotyczą jedynie podmiotów prywatnych zatrudniających powyżej 9 osób, w których zatrudnienie w 2014 roku wyniosło 3,56 mln osób, a w podmiotach zatrudniających powyżej 9 osób – 5,54 mln osób. Dane nie biorą więc pod uwagę ponad 1/3 pracowników. Tymczasem w tzw. mikrofirmach, czyli podmiotach zatrudniających poniżej 10 osób, zarabia się znacznie gorzej niż w firmach większych. Właśnie dlatego podawane co miesiąc przez GUS dane dotyczące średniego wynagrodzenia Polek i Polaków są niższe w stosunku do danych za dany kwartał lub rok. W drugim i trzecim przypadku GUS szacuje również pensje w podmiotach zatrudniających do 9 osób (odpowiednio dla danego kwartału i roku). W 2014 roku dla całej gospodarki, czyli dla podmiotów prywatnych i publicznych wynosiło ono 3783,46 zł. Na rękę statystyczny Polak miesięcznie zarabiał więc 2702,92 zł. Co ciekawe, w sektorze przedsiębiorstw zarabia się mniej niż w sektorze publicznym.

To nie jest jedyna wada metodyczna wskaźnika. Liczona przez GUS średnia krajowa nie obejmuje na przykład osób pracujących na umowach cywilnoprawnych. A w Polsce jest to znaczna część rynku pracy. Eksperci szacują, że w oparciu o umowy niekodeksowe pracuje około 10% pracowników. O wynagrodzeniach tych osób niewiele wiemy. Dlaczego tak jest? – Po prostu nie do końca wiadomo jak to precyzyjnie liczyć. Część z umów cywilnoprawnych obejmuje nie tylko wynagrodzenia, ale również materiały potrzebne do wykonania działa. Część z umów jest podpisywana z kilkoma osobami – stwierdza Artur Satora, rzecznik GUS. – Poza tym GUS działa w oparciu o przepisy prawa i żaden z aktów prawnych nie nakłada na nas obowiązku prowadzenia statystyki w tym zakresie – dodaje.

Inne słabości średniej krajowej
Przeciętne miesięczne wynagrodzenie „zaokrągla” części etatów do całości. Jeżeli więc ktoś pracuje na pół etatu i zarabia 2000 zł brutto to GUS obliczając średnią przelicza to na cały etat, czyli na 4000 zł brutto. Taki sposób ułatwia metodyka liczenia, ale z drugiej strony – jak nietrudno się domyślić – wcale nie powoduje, że pojedyncza osoba zarabia więcej. A dla wielu zatrudnionych ta cząstka etatu to wszystko co robią zawodowo.

Kolejną słabość wskaźnika wynika z liczenia średniej. Po prostu osoby zarabiające bardzo dużo istotnie zawyżają średnią. Innymi słowy, jeżeli w restauracji, w której na co dzień przebywają osoby średnio zamożne, pojawi się miliarder, to średnio w restauracji mamy do czynienia z milionerami: ci biedniejsi mają niewielkie własnościowe mieszkania (bądź nie) i kilka tysięcy zł oszczędności (bądź nie), ale miliarder ma samolot, dwie wyspy i trzy wille w różnych częściach świata. Średnio wychodzi po dwa pokoje willi, kilka hektarów wyspy i śmigło samolotu na głowę.

Jeżeli spróbujemy stworzyć wykres rozkładu wynagrodzeń, to okaże się, że nie tworzy on idealnej odwróconej litery U, typowego „gaussa” dla zjawisk społecznych. Ludzi zarabiających mało jest bowiem zdecydowanie więcej niż zarabiających dużo. Przy czym szczyt górki, czyli najczęściej występujące wynagrodzenie (nazywane przez statystyków „dominantą”) w październiku 2014 roku (najnowsze dane) wyniosło 2469,47zł, czyli niecałe 1800zł na rękę. W 2012 roku dominanta wynosiła 2189,11 zł. Takie lub niższe wynagrodzenia w dostawało 29,6% pracowników. Biorąc pod uwagę, że w IV kwartale 2012 roku w Polsce było około 14,5 mln pracowników najemnych, to niecałe 1800 zł na rękę zarabiało ponad 4,3 mln osób. Te 4,3 mln osób, to ludzie, którzy za tak niewielkie pieniądze musieli zapłacić rachunki, kupić ubrania i nakarmić dzieci. Wykres rozkładu dochodów który „ciąży” w kierunku niskich płac (lewa strona skali) nazywa się rozkładem, czy też wykresem prawoskośnym. – Warto pamiętać, że w Polsce 2/3 osób zarabia poniżej średniej krajowej – podkreśla Dominik Owczarek, ekspert rynku pracy z Instytutu Spraw Publicznych (ISP). – To może też powodować pewną frustrację osób, którym te 4000 brutto wydają się kwotą nieosiągalną i którzy nie znają właściwie ludzi, którzy takie pieniądze zarabiają – komentuje.

Dlaczego media lubią średnią krajową
Średnia krajowa robi zawrotną medialną karierę nie dlatego, że jest to bardzo dobry miernik, ale dlatego, że jest relatywnie łatwo podać jej wartość. Ta sama kwestia dotyczy fetyszu PKB, który sam w sobie niewiele mówi o tym jak się w Polsce żyje, ale jest konkretną liczbą, którą media mogą dość precyzyjnie podać. – Średnia jest jakąś miarą, do której można się odnosić podczas dyskusji o rynku pracy w Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że jest ona daleka od doskonałości – stwierdza Dominik Owczarek. Tutaj warto zrobić małą dygresję. Media prezentują uproszczony obraz świata, bo taki obraz łatwiej sprzedać. Prywatne firmy, jakimi są koncerny medialne, nie mają interesu w wyjaśnianiu zagmatwanej rzeczywistości i zwracaniu uwagi na niuanse – choć jak widzimy w przypadku średniej krajowej są one niezwykle istotne. Podają konkretne liczby, bo to tworzy pewien pozór informowania. Liczby zawsze dobrze wyglądają w artykule lub w wiadomościach. Metodologia, która kryje się za ich szacowaniem, alternatywne sposoby opisu rzeczywistości, które co prawda nie zawsze można poprzeć twardymi danymi są mniej atrakcyjne z puntu widzenia wydawców, mniej nośne, a przez to nieco mniej pożądane, jako te, które hipotetycznie mogą zniechęcić ludzi do oglądania, czytania lub słuchania. A to oznacza mniejsze zainteresowanie reklamodawców. Czy istnieje jakieś wyjście z tego błędnego koła?

Mediana, dominanta, dualizm rynku pracy
Skoro na większe zniuansowanie opisu rzeczywistości na rynku pracy nie mamy co liczyć, to może znaleźć alternatywę dla średniej płacy? – Znacznie lepszym rozwiązaniem było częstsze informowanie na przykład o medianie – stwierdza Dominik Owczarek. Mediana to kwota, która dzieli Polaków na dwie połowy – jedną, która zarabia więcej, i druga – która otrzymuje za pracę mniej. W październiku 2014 roku mediana zarobków w Polsce wynosiła 3291,56zł brutto, a więc na rękę 2359,66 zł.

Inną propozycją byłoby skupianie się na dominancie, o której już wspomnieliśmy wyżej. Dominanta to najczęściej występujące wynagrodzenie. Niestety, podobnie jak w przypadku mediany, dominanta jest również podawana raz na kilka lat – zwykle jednocześnie z medianą. Dane dotyczące października 2014 roku GUS opublikował w grudniu 2015. Wcześniejsze informacje na temat mediany i dominanty odnoszą się do października 2012 roku.

Warto również za każdym razem podkreślać, że mamy do czynienia z nasilającym się tzw. dualizmem rynku pracy, czyli po prostu ze wzrostem pozakodeksowych, najczęściej niekorzystnych dla pracowników, form zatrudnienia. Według danych GUS w 2012 roku zatrudnionych tylko i wyłącznie na umowach cywilnoprawnych w Polsce było 1,35 mln osób. Świeższych danych nie mamy, ale eksperci zwracają uwagę na postępującą prekaryzację pracowników w Polsce, a co za tym idzie liczba ta może być większa i sięgać nawet 1,5 mln osób. Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności w III kwartale 2015 roku w Polsce pracowało 16,2 mln osób. Spośród tej liczby 12,7 mln to pracownicy najemni, a więc zatrudnieni w oparciu o umowę o pracę. Różnica, czyli 3,4 mln to osoby samozatrudnione, rolnicy indywidualni, osoby pracujące na czarno bądź właśnie pracownicy zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych. Z oczywistych względów bardzo trudno jest systematycznie badać szarą strefę. Również osoby samozatrudnione nie są łatwe do analizowania. Wiemy natomiast, że dane dotyczące zarobków 10% pracowników pracujących na umowach cywilnoprawnych są dla nas tajemnicą. Jedynie z badań pośrednich, prowadzonych mniej regularnie na mniejszych grupach możemy wnioskować, że na śmieciówkach zarabia się z reguły mniej niż pracując kodeksowo. Nie powinno to dziwić: chociaż pozapłacowe koszty pracy są znacznie niższe (w umowie o dzieło nie są odprowadzane składki), to pracownik na śmieciówce ma znacznie niższą pozycję negocjacyjną i mniejszą ochronę, a to właśnie pozycja negocjacyjna pracownika ma większy wpływ na jego wypłatę, niż wysokość pozapłacowych kosztów pracy. Gdyby zawartość portfeli pracowników zależała przede wszystkim od pozapłacowych kosztów pracy, to najbiedniejsi w Europie byliby Duńczycy i Szwedzi.

Inaczej na Mazowszu inaczej na Podkarpaciu
Zapewne nie jest dla nikogo tajemnicą, że „statystyczny Polak” nie istnieje. Żeby zobaczyć więcej, trzeba jednak posłużyć się lupą, a kolejne przybliżenia pokazują kolejne grupy osób. I tak na przykład w III kwartale 2015 roku średnia krajowa dla województwa mazowieckiego wynosiła 5002,71 zł brutto, a dla podkarpackiego już tylko 3568,42 zł brutto. To prawie 1500 zł różnicy. A warto również pamiętać, że średnie dla poszczególnych powiatów również się różnią w obrębie województw. Zupełnie inna średnia jest w Warszawie, a inna w Szydłowcu, powiecie, „tradycyjnie” dotykanym przez ogromne bezrobocie. Oba powiaty mieszczą się w województwie mazowieckim. Inaczej również średnia prezentuje się jeżeli przyjrzymy się poszczególnym zawodom. Inaczej wyglądało średnie wynagrodzenie w III kwartale 2015 roku w kategorii „zakwaterowanie i gastronomia” (2907,80 zł brutto), a inaczej w „informacji i komunikacji” (7240,31 zł brutto). Różnica w wynagrodzeniach wynosi ponad 3000 zł na rękę! I tutaj również trzeba zdawać sobie sprawę z różnic regionalnych. Programista z Gdańska zarabia znacznie powyżej średniej dla swojej branży, a pracownik restauracji w Hajnówce poniżej.

Pracownicy ze względu na wielkość firm, wiek, i wykształcenie
Interesujące są również porównanie tego, w jaki sposób średnie zarobki zmieniały się dla poszczególnych podgrup pracowników. Zacznijmy od podziału na wielkość firm. W latach 2004–2012 najmniej wzrosły płace osobom pracującym w mikrofirmach, czyli tych podmiotach, które zatrudniają do 9 osób. Wzrost ich średnich wynagrodzeń wyniósł 48,9%. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w tych latach skumulowana inflacja wyniosła 30,4%, to okaże się, że realnie płace brutto zwiększyły się o niespełna 1/5. To niewiele.

Najlepiej mają pracownicy dużych firm zatrudniających od 500 do 999 pracowników (86,1% wzrostu wynagrodzenia średniego bez poprawki na inflację). Co ciekawe wzrost średniej pensji pracowników jeszcze większych podmiotów był nieco mniejszy, choć należy podkreślić, że i tak w stosunku do innych pracowników zarabiali oni więcej (5400 zł brutto dla osób pracujących w firmach zatrudniających 2000–4999 osób).

Jeżeli weźmiemy pod uwagę wiek również możemy dojść do interesujących konkluzji. Najbardziej wzrosły średnie pensje osób w wieku do 24 lat – aż o 79,1%. Warto jednak pamiętać, że duża część pracowników w tym wieku jest sprekaryzowana, to znaczy pracuje na umowach śmieciowych lub na nisko płatnych, bądź bezpłatnych stażach. Co ciekawe i bardzo zasmucające jednocześnie wzrost zarobków w latach 2004–2012 osób w wieku 55–59 lat wyniósł 29,3%, a więc biorąc pod uwagę skumulowaną inflację na poziomie ponad 30%, realne dochody tych osób spadły. Jeszcze gorsza sytuacja dotyczyła osób w wieku 60-64. Ich wzrost wynagrodzeń był jeszcze niższy – 22,9%, co oznaczało realny spadek wartości o ponad 7%. Z problemem spadku realnych zarobków borykały się również osoby z wykształceniem gimnazjalnym bądź równym. Wzrost ich średnich wynagrodzeń wyniósł 27,4%.

Zarobki w szerszym kontekście
A co z kontekstem międzynarodowym? Najbardziej wiarygodnymi danymi dotyczącymi porównań zarobków w Europie dysponuje Eurostat. Niestety, jako że zbiera on ogromne ilości danych z blisko 30 krajów, nie należy się spodziewać, że będą one uaktualniane na bieżąco. Informacje porównywalne dotyczące zarobków pochodzą z 2010 roku. Przy zestawieniach tego rodzaju zawsze trafiamy na problem tego jaką miarą się posłużyć. Żeby było nieco jaśniej: za ekwiwalent 10 Euro można kupić zupełnie inną liczbę takich samych towarów i usług w Rumunii, a inną na przykład w Norwegii. Właśnie dlatego Eurostat w porównaniach posługuje się sztuczną walutą PPS, czyli Standardem Siły Nabywczej. Teoretycznie, za jeden PPS można kupić tę samą ilość dóbr i usług w danym kraju. PPS uzyskiwane jest przez podzielenie każdego agregatu gospodarczego kraju w walucie krajowej przez jego odpowiednik w parytetach siły nabywczej. Zatem, PPPs (parytet siły nabywczej) mogą być interpretowane jako kurs wymiany PPS w stosunku do euro*.

Według zestawienia w Polsce w 2010 roku mediana stawki godzinowej brutto wynosiła około 6,5 PPS. Wyprzedzaliśmy wtedy Bułgarię, Rumunię, Litwę, Łotwę, Węgry, Słowację, Estonię, czy nawet Portugalię. Więcej zarabiali natomiast Chorwaci, czy Słoweńcy, zaś Czesi znaleźli się bardzo blisko nas. Mediana dla całej Unii wynosiła nieco ponad 11 PPS. Mediana godzinowego wynagrodzenia Duńczyków wyniosła około 18 PPS, Irlandczyków 16, Belgów i Niemców około 15 PPS.

Można również przyjrzeć się udziałowi płac w PKB. W uproszczeniu można powiedzieć, że na PKB składają się trzy składowe: zyski przedsiębiorców, podatki i właśnie płace. W Polsce w ostatnich latach znacznie zmniejszył się udział płac w PKB. W 2014 roku wynosił on 47% przy średniej unijnej 58%. Może to być związane ze wzrostem zysku przedsiębiorców. Z jednej strony możemy więc mówić o powracającym do łask słowie „wyzysk”. Z drugiej strony należy zwrócić uwagę na fakt wymuszania przez część pracodawców samozatrudnienia. A osoba samozatrudniona jest przedsiębiorcą, nie uzyskuje więc dochodu tylko... zysk. Jakkolwiek nie spojrzeć na te zagadnienie to wyłania nam się obraz silnej pozycji negocjacyjnej strony pracodawców.

Bogacimy się czy biedniejemy?
Wydaje się, że większości Polaków z roku na rok finansowo wiodło się dotąd coraz lepiej. Nie jest to jednak domena wszystkich pracowników: w niektórych sektorach ludzie bogacą się szybciej, w innych wolniej. To samo dotyczy obszarów geograficznych, wielkości przedsiębiorstw, wieku, wykształcenia i np. płci (sytuacja kobiet poprawia się wolniej niż mężczyzn – i to generalnie nie zależy od wielkości firm, wykształcenia, wielkości ośrodku miejskiego itd.). Największy wpływ na wysokość zarobków oraz ich poprawę ma wielkość przedsiębiorstwa, ale także wiek poważnie różnicuje zasobność portfela pracowników. Trudno także dostrzec pozytywny trend w wynagrodzeniu realnym osób z najniższym wykształceniem.

Do tego dochodzi kłopotliwa sprawa z osobami zatrudnianymi na umowach cywilnoprawnych. Wiadomo, że jakaś część z nich to specjaliści, którzy zarabiają świetnie i chwalą sobie swój los. Z drugiej strony mamy setki tysięcy osób z branży ochroniarskiej, logistycznej, czy gastronomicznej, gdzie umowa cywilnoprawna jest sposobem na obchodzenie przez pracodawców kodeksu pracy – między innymi dotyczących płacy minimalnej. Mamy więc do czynienia ze sporą rzeszą osób, które de facto pracują poniżej płacy minimalnej. Nie wiemy tylko jaka jest to grupa. Nie wiemy też o tym, czy ich zarobki rosną, stoją w miejscu czy spadają. Z charakteru ich „śmieciowego” zatrudnienia możemy domniemywać, że nie polepsza im się tak jak np. osobom zatrudnionym na umowy o pracę. Podsumowując: polepsza się większości, ale najbardziej tym, którzy są młodzi, wykształceni, zatrudnieni na podstawie umowy o pracę na pełen etat, w dużych firmach, w dużych miejscowościach oraz w wybranych branżach. Mamy więc do czynienia z nierównym wzrostem wynagrodzeń, a więc z nierównomierną dystrybucją zysków z owoców pracy. Taki model gospodarczy powoduje, że już silni zyskują znacznie więcej, a słabi mniej, a czasem nawet tracą. W dłuższej perspektywie kontynuacja takiego modelu rozwojowego skutkować będzie pogłębianiem się nierówności społecznych. To z kolei ciągnie za sobą dziesiątki problemów społecznych: wzrost przestępczości, spadek zaufania społecznego, a więc i pogorszenie się kapitału społecznego, który jest niezbędny w gospodarce opartej na wiedzy, wzrost liczby osób uzależnionych, krótsze przeciętne trwanie życia, wyższy poziom lęku w społeczeństwie. Co więcej, taki model gospodarczy jest zły nie tylko dla tych, którzy są w gorszej sytuacji –negatywnie oddziałuje na wszystkich członków społeczeństwa.

Kamil Fejfer,

Więcej o negatywnym wpływie nierówności na społeczeństwo można przeczytać w tekście "Słoń w pokoju. O nierównościach w Polsce".

* http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Glossary:Purchasing_power_standard_%28PPS%29/pl

KOMENTARZE (0) | DODAJ KOMENTARZ
WARTO PRZECZYTAĆ

Oprac. Łukasz Komuda, źr. GUS

FLEXICURITY | STATYSTYKA | 24.03.2017 „Mamy rynek pracownika” słyszymy każdego dnia z mediów. Niby konsumenci i pracownicy mają swoje lata tłuste, ale większość z nas jakoś tego nie odczuwa. Cóż, polski rynek pracy tylko z pozoru jest w znakomitej kondycji. Fundamentalne problemy pozostają na nim nierozwiązane. Ponieważ zmierzenie się z nimi wymaga polityki obliczonej na wiele kadencji sejmowych i kompleksowe, systemowe działanie … (więcej >)