PORTAL PROWADZI
Grzegorz Stech
Ostatnia aktualizacja: 05.08.2015
GRUPY DEFAWORYZOWANE|INSTYTUCJE RYNKU PRACY|ORGANIZACJE POZARZĄDOWE|
Odmrożone po 8 latach

Regina Chrzanowska kieruje PUP w Krośnie, który sięgnął po małe kontraktowanie. Fot. PUP Krosno

Małe kontraktowanie traktowane jest dziś chyba bardziej jako poligon doświadczalny niż realne narzędzie aktywizacji bezrobotnych. Słabszy niż w dużym kontraktowaniu system wynagradzania agencji zatrudniania, dość rygorystyczny system rozliczania czy niejasne wytyczne MPiPS nie zachęcają do masowego wprowadzania małego kontraktowania w powiatach. Kilka starostw zdecydowało się spróbować, reszta przygląda się i czeka na wyniki pionierów.

Pojawienie się w maju 2014 roku nowelizacji Ustawy o promocji zatrudniania i instytucjach rynku pracy dało zarówno Powiatowym Urzędom Pracy (PUP), jak i agencjom zatrudnienia spore nadzieje na dalszy rozwój partnerstwa publiczno-prywatnego. Przypomnijmy, że istniejąca od 2004 roku ustawa była nowelizowana już wiele razy, a już w grudniu 2008 pojawił się w niej artykułu 61b formalnie pozwalający na wspomniane małe kontraktowanie. Niemniej jego zapisy nie były zachęcające. Za maksymalnie 150% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej brutto agencje zatrudnienia miały doprowadzić i utrzymać w zatrudnieniu bezrobotnych przez co najmniej 12 miesięcy na podstawie umowy o pracę. Chętnych do realizacji tak trudnego zadania nie było – stąd pomysł na reanimację artykułu 61b. – Przepis art. 61b ust. 1 Ustawy z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy (Dz. U. z 2015 r. poz. 149, z późn. zm.) określa aktualnie, iż starosta może zawrzeć z agencją zatrudnienia umowę na doprowadzenie skierowanego bezrobotnego będącego w szczególnej sytuacji na rynku pracy do podjęcia zatrudnienia lub – co ważne – innej pracy zarobkowej, także na podstawie umów cywilnoprawnych, przez okres co najmniej 6 miesięcy. Zakres jego modyfikacji dotyczył rozszerzenia zakresu podejmowanej przez bezrobotnego pracy oraz skrócenia jej okresu z roku do 6 miesięcywyjaśnia nam Janusz Sejmej, rzecznik prasowy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS).

Od nowilizacji minął ponad rok. Mimo tego, prób realizacja kontraktowania na podstawie tego zapisu było niewiele. Dlaczego? – Doświadczenie, praktyka, a także bieżąca współpraca z urzędami wskazują na kilka czynników. Jednym z nich jest jednoczesne przekazanie środków przez ministra pracy do Wojewódzkich Urzędów Pracy (WUP) na duże kontrakty, co spowodowało z jednej strony wyłączenie około 20 proc. PUP z działań w ramach 61b (brak wystarczającej liczby pracowników by realizować oba kontrakty), a z drugiej – oczekiwanie na pierwsze wyniki współpracy pionierskich urzędów pracy – mówi Monika Cyboran-Trzebińska, dyrektorka zarządzająca działu Dotacje Grupy Kapitałowej Loyd. – Ponadto, katalog form pomocy MPiPS wyłącza z aktywizacji w ramach art. 61b bezrobotnych o ustalonym III profilu pomocy (podczas gdy mogą oni być aktywizowani w ramach art. 66d (dużego kontraktowania – przyp. red.). Włączenie III profilu w działania aktywizacyjne mógłby zachęcić kierownictwo do aktywniejszej współpracy z agencjami – ze względu na brak innych instrumentów kierowanych do tej grupy. III profil to osoby długo pozostające w rejestrach, dla których nowa ustawa nie wyznacza praktycznie żadnych narzędzi prowadzących do zatrudnienia (poza programami PAiI).

Przedstawicielka Loyda wylicza także inne przyczyny bierności PUP-ów w zakresie małego kontraktowania. Kolejnym powodem ma być brak wypracowanych procedur współpracy, brak doświadczenia i nieznajomość materii, a jednocześnie postrzeganie agencji jako konkurencji, a nie partnera w zwalczaniu bezrobocia. Jej zdaniem nie bez znaczenia jest także fakt braku szczegółowych wytycznych ze strony MPiPS. Zwraca także uwagę na to, że przekazanie PUP środków celowych z rezerwy Funduszu Pracy (FP) spowodowałoby konieczność co najmniej przetestowania tej metody przez większość urzędów. Z drugiej strony, wysokość środków z FP przekazywanych do PUP często nie jest wystarczająca aby w pełni odpowiedzieć na zapotrzebowanie na klasyczne instrumenty rynku pracy (staże, prace interwencyjne, refundacja doposażenia), a tym bardziej na realizację nowych inicjatyw…

– Jeśli chodzi o agencje, obecnie w przetargach/zapytaniach startują zazwyczaj co najmniej trzy podmioty działające w regionie, co wydaje się zasadne, bowiem szczególnie istotna jest wiedza na temat lokalnych problemów i specyfiki rynku pracy. Jesteśmy zdania, że nie jest konieczne szerokie propagowanie zlecania usług w ramach art. 61b wśród dużych agencji. Te z międzynarodowym kapitałem często realizują zlecenia WUP, pozostałe – nie wykazują zainteresowania zapewne ze względu na brak gwarancji znaczącego przychodu. Taki podział jest optymalny: zapewnia skuteczność działań i dostosowanie koncepcji pracy z bezrobotnymi do ich rzeczywistych potrzeb – podsumowuje.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o…
Na pewno czynnikiem hamującym udział agencji zatrudnienia w małym kontaktowaniu jest kwestia finansowa. Pieniądze nie są wielkie w porównaniu np. z dużym kontaktowaniem, gdzie i maksymalne wynagrodzenie przypadające na jednego bezrobotnego może być nawet dwa razy większe, a zlecenia opiewają na setki osób do aktywizacji, co oznacza, że niektóre koszty (np. przygotowania dokumentacji) są w przeliczeniu na osobę aktywizowaną wielokrotnie niższe – pojawia się swoisty efekt skali.

Agencje zatrudnienia zwracają uwagę na inny kłopot. Zgodnie z obecnie obowiązującą Ustawą PUP-y uznają za sukces zatrudnieniowy podjęcie i utrzymanie przez bezrobotnego zatrudniania w oparciu o umowę o pracę (minimum na pół etatu) lub umowę cywilnoprawną odpowiadającą proporcji godzinowej i płacowej co najmniej połowie etatu przy wynagrodzeniu na poziomie przynajmniej płacy minimalnej. Co istotne, PUP-y zazwyczaj zastrzegają, że utrzymanie w zatrudnieniu jest równe nieprzerwanej pracy u jednego pracodawcy. – Można odnieść wrażenie, że ustawodawca wykorzystał nowelizację do próby wpłynięcia na zmianę realiów rynku pracy, zamiast dostosować zapisy do owych realiów – zauważa Monika Cyboran-Trzebińska. Z drugiej strony, wydawane są w końcu środki publiczne i jest godnym pochwały, że z ich pomocą MPiPS, szukając efektownych metod aktywizacji  próbuje jednocześnie nieco ograniczyć skalę elastyczności polskiego rynku pracy – a nie dokładać się do napędzania zjawiska erozji segmentu kodeksowego zatrudnienia.

W aktywizacji biorą udział najczęściej osoby w szczególnej sytuacji na rynku pracy czyli np. młode matki, które z racji opieki nad osobą zależną nie mają możliwości pracy w standardowych godzinach i zasadach określonych dla umowy o pracę. Niestety, elastyczna formuła zatrudnienia nie jest kwalifikowana jako doprowadzenie od zatrudnienia. Jest to dość zaskakujące, gdyż jednocześnie Ustawa umożliwia i promuje telepracę.

Kwestia utrzymania zatrudnienia u jednego pracodawcy jest równie dyskusyjna. – Pracując z osobami znacznie oddalonymi od rynku pracy możemy z całą stanowczością powiedzieć, że dla osoby długotrwale bezrobotnej możliwość ponownego wejścia na rynek pracy poprzez zdobywanie doświadczenia u kilku pracodawców jest równie cenna, jak oddziaływania psychologiczne. W związku z powyższym zasadne było by sumowanie okresów zatrudnienia. Obecnie razem z Urzędami uczymy się współpracy i budujemy doświadczenie – komentuje Monika Cyboran-Trzebińska. I podkreśla, że ma świadomość, że agencje zatrudnienia biorą udział w wypracowywaniu pewnego wzorca współpracy pomiędzy publicznymi i niepublicznymi instytucjami rynku pracy stanowiącego podstawę dla długoterminowych systemowych działań, których chce być częścią. – Ponosimy koszty, szczególnie na pierwszym etapie (praca doradców, psychologów, trenerów, pośredników, wydatki towarzyszące), które często przewyższają pierwszą transzę. Dlatego też naszym zdaniem – wzorem dużych kontraktów – pierwsza transza nie powinna podlegać zwrotowi. Poziom zysku finansowego możemy podsumować dopiero po zakończeniu realizacji zleceń, czyli z końcem roku. Stawiamy zatem na pozafinansowy wymiar tego doświadczenia – dodaje.

Przedstawicielka Loyda zwraca uwagę, że jest wiele osób kierowanych do aktywizacji otwarcie przyznaje, że pracuje „na czarno” i nie jest zainteresowana podjęciem zatrudniania. – Staramy się w takiej sytuacji pracować zarówno nad postawą klienta jak i „pracodawcy”, ale przy takiej skali problemu pełen sukces nie jest możliwy – wyjaśnia i dodaje, że ok. 1/4 klientów jej firmy w takich działaniach to osoby nieradzące sobie nie tylko na rynku pracy, ale i w codziennym funkcjonowaniu: nie są w stanie skonstruować CV, przeszukać Internetu w poszukiwaniu ofert, mają trudności z planowaniem, organizacją czasu, a w niektórych przypadkach nawet terminowym stawieniem się na rozmowę kwalifikacyjną. – Z drugiej strony mamy pracowników urzędu, dla których model współpracy z agencją jest nowością i często jednocześnie – potencjalnym zagrożeniem. Kumulacja tych czynników prowadzi do sytuacji, w której nasze działania bywają – w sposób świadomy lub nie – sabotowane – mówi. Przykładem, jaki podaje, może być sytuacja, w której doradcy z PUP oferują klientom, którymi ma zajmować się agencja zatrudnienia, możliwość skorzystania z innych instrumentów aktywizacyjnych, przede wszystkim takich, które oznaczają dla nich zarobki. Czyli niejako konkurują z agencją dla tej samej grupy klientów – choć przecież środków nie starcza, by skierować działania urzędu do 1/3 ich podopiecznych.

Pionierzy z Zabrza
Trudno mi komentować, czy warunki finansowe są mało atrakcyjne dla agencji. Uważam, że każdy pieniądz jest wart, by się o niego starać – zauważa Danuta Zalewska-Rozum, kierownik Działu Obsługi Klienta PUP w Zabrzu. To powiat, który jako pierwszy (jeszcze w 2014 roku!) postanowił zmierzyć się z małym kontraktowaniem. – Zmiana w artykule 61b Ustawy była oczekiwana od dłuższego czasu, ponieważ pomiędzy 2004 a 2015 rokiem wiele się zmieniło. Wcześniej nie korzystaliśmy z tego instrumentu, ale teraz postanowiliśmy po niego sięgnąć. Okazało się, że jesteśmy jedni z pierwszych. A pierwsi przecierają szlaki. Oczywiście zastanawialiśmy się, rozpracowywaliśmi, interpretowaliśmy przepisy, ale w końcu ruszyliśmy – mówi.

Na początku października 2014 roku urząd, w którym pracuje, skierował do wybranych agencji zapytanie ofertowe. – Najniższa oferowana cena dawała oferentowi 60 punktów. 20 punktów mógł uzyskać, jeśli mógł się wylegitymować największą liczbą zaktywizowanych osób w okresie 25 miesięcy od sierpnia 2012 do sierpnia 2014. Pozostałe 20 punktów mógł uzyskać, jeśli jego działania przyczyniły się do największej liczby zaktywizowanych osób będących w szczególnej sytuacji na rynku pracy. Koncepcja realizacji usługi była przez nas opracowywana po podpisaniu umowy i przeprowadzeniu pierwszych rozmów z osobami bezrobotnymi – do tego czasu nie mieliśmy wiedzy na temat specyfiki potrzeb i oczekiwań grupy – opowiada Monika Cyboran-Trzebińska z grupy kapitałowej Loyd, w skład której wchodzi między innymi spółka A-Trybut Polski HR, która realizuje małe kontraktowanie w Zabrzu.

Do aktywizacji urząd wybrał 20 osób (objętych II profilem pomocy oraz znajdujących się w szczególnej sytuacji na rynku pracy wg art. 49 Ustawy), zakładając, że skoro to przecieranie w Polsce szlaków, nie należy porywać się na większe grupy. Umowa z A-Trybutem została podpisana 2 grudnia 2014 roku. Do marca 2015 roku agencja miała czas na przygotowania, potem rozpoczęły się działania aktywizacyjne. Kwota środków przysługująca agencji została określona w umowie na 30% w pierwszej transzy i 50% w drugiej (czyli przed podpisaniem i po rozliczeniu umowy). W przypadku niewywiązania się agencji z realizacji zadania pieniądze podlegają zwrotowi. Ale np. w przypadku rozwiązania umowy o pracę ze skierowanym bezrobotnym z przyczyn, o których mowa w art. 52 ustawy Kodeksu pracy, albo rozwiązania przez skierowanego bezrobotnego umowy cywilnoprawnej przed upływem okresu, na który była zawarta, agencja nie jest zobowiązana do zwrotu otrzymanych środków.  Na razie zawarte umowy (o pracę i cywilnoprawne – przyp. red.) trwają, więc nie możemy określić, czy środki będą podlegały zwrotowi czy nie – wyjaśnia Danuta Zalewska-Rozum.

Czy A-Trybut ma pomysł na doprowadzenie „swoich” bezrobotnych do zatrudnienia? – Pomimo doświadczenia w pracy z osobami zagrożonymi wykluczeniem, programy aktywizacji stanowią dla nas duże wyzwanie – ocenia.

Z jej relacji wynika, że spółki GK Loyd, realizujące programy aktywizacji, pracują w modelu indywidualnego podejścia do każdego klienta, dlatego koncepcja aktywizacji opracowywana jest każdorazowo po udostępnieniu przez urząd pracy profilu bezrobotnych oraz po pierwszych z nimi spotkaniach. – Model ten każdorazowo obejmuje diagnozę potrzeb z wykorzystaniem narzędzi psychologicznych i testów predyspozycji, stworzenie indywidualnego planu aktywizacji i ścieżki rozwoju zawodowego, kompleksowe wsparcie indywidualne (psychologiczne, doradztwo i coaching zawodowy) oraz grupowe (warsztaty psychospołeczne, a w określonych przypadkach szkolenia zawodowe), pośrednictwo pracy i doprowadzenie bezrobotnego do udziału w rekrutacji, przygotowanie i towarzyszenie podczas rozmów kwalifikacyjnych, a po uzyskaniu zatrudnienia stałe wspieranie w jego utrzymaniu. Zapewniamy również wsparcie towarzyszące w postaci np. zakupu biletów komunikacji publicznej dla klientów. Jednocześnie prowadzimy rozmowy z potencjalnymi pracodawcami, negocjując warunki umów i promując zatrudnienie osób bezrobotnych jako formę społecznej odpowiedzialności biznesu – tłumaczy Monika Cyboran-Trzebińska. Realizator projektu otworzył w Zabrzu punkty aktywizacyjne i co miesiąc wysyła raporty do PUP dotyczące tego, co dzieje się z każdą osobą w projekcie.

Para w gwizdek
Ze względu na fakt, iż finansowanie małego kontraktowania pochodzi w całości ze środków Funduszu Pracy, ostatecznym inicjatorem jest zawsze PUP i Powiatowa Rada Zatrudnienia opiniująca plany budżetowe PUP. To od jego decyzji budżetowych zależy podział środków i ewentualne zaplanowanie wydatków na art 61b. Jeśli takie decyzje nie zostaną podjęte na przełomie roku, niemal niemożliwe jest, aby nawet mimo inicjatywy agencji aktywizacja została zlecona w kolejnych 12 miesiącach. Tak właśnie odbywało się to na Podkarpaciu, gdzie na przykład w powiecie brzozowskim konkurs był ogłaszany trzykrotnie i małe kontraktowanie nie doszło w końcu do skutku. Urzędnicy założyli, że kontraktowanie rozliczą w roku budżetowym, jednak nie udało się ogłosić konkursu wcześniej niż w marcu, bo nie był znany jeszcze budżet. Później oczekiwania urzędu nie mogły „zgrać się” z oczekiwaniami startujących w konkursie agencji. Ostatecznie doszło do tego, że gdyby ogłoszony po raz trzeci konkurs wygrała jedna ze startujących agencji, miałaby 3 tygodnie (!) na doprowadzenie 20 bezrobotnych do zatrudnienia, by ci ustawowo mogli do końca zamknięcia projektu (czyli według urzędników w grudniu bieżącego roku) możliwość przepracowania 6 miesięcy. Nic więc dziwnego, że w powiecie brzozowskim cała para poszła w gwizdek. No, może nie cała – doświadczenie to raczej na pewno sprawi, że w przypadku kolejnego podejścia do małego kontraktowania w tym regionie urzędnicy będą bardziej zapobiegliwi.

Humanizm z lekkimi ograniczeniami
Za to w Krośnie, choć ruszyło zlecanie aktywizacji bezrobotnych poza urzędy pracy na postawie artykułu 61b, to przed realizatorem wyrósł szereg zaskakujących problemów. Oferentom starającym się o zlecenie zaproponowano klasyczny dla polskiego sektora publicznego model oceny zgłoszeń: jedynym kryterium była cena, a dodatkowym warunkiem było przedstawienie kilku rekomendacji z PUP-ów dotyczących realizacji zadań związanych z aktywizacją zawodową. Konkurs wygrała agencja zatrudnienia z III sektora – Fundacja Aktywizacja (partner FISE i Fundacji Imago w projekcie Sieć PIRP i organizacja pełniąca funkcję sekretariatu Sieci Pozarządowych Instytucji Rynku Pracy – przyp. red.). Ceną dającą zwycięstwo w rywalizacji o zlecenie było 5914 zł brutto na osobę. – PUP w Krośnie konkurs ogłosił w marcu, umowę podpisaliśmy już 30 marca 2015 roku. Mamy do zakontraktowania na rynku pracy 20 osób objętych II profilem pomocy. To długotrwale bezrobotni z wykształceniem wyższym – głównie po studiach humanistycznych. Nasza grupa to uczestnicy wielu dotychczasowych działań aktywizacyjnych, które w ich przypadku nie przyniosły efektu – precyzuje Marcin Dziółko, dyrektor oddziału Fundacji Aktywizacja w Rzeszowie, który koordynuje realizację zlecenia. – Traktujemy ten projekt trochę jak eksperyment. Wiedzieliśmy, że grupa będzie trudna, ale zdecydowaliśmy się spróbować, mając wolne zasoby do realizacji tego zadania. Przy małym kontaktowaniu jest „prosta piłka”: jeśli się nie wprowadzi ludzi na rynek pracy, to się nie otrzymuje wynagrodzenia. To duże ryzyko dla wykonawcy zlecenia. W przypadku dużego kontaktowania jest pula na przygotowanie i ona nie przepada, a tutaj liczy się tylko końcowy efekt. Pracujemy z naszymi podopiecznymi drugi miesiąc i wiemy, że ciężko będzie ich wprowadzić na rynek pracy – dodaje.

Fundacja Aktywizacja, jak mówi Marcin Dziółko, wykorzystuje wszelkie możliwe kanały i kontakty z pracodawcami w regionie, by wywiązać się z zadania i znaleźć pracę bezrobotnym humanistom. – Problem jednak tkwi nie w braku miejsc pracy – średnio w miesiącu przedstawiamy ponad 30 ofert pracy, z czego większość jest odrzucana, a nawet jeśli bezrobotni idą na rozmowę kwalifikacyjną, to kończy się to niepowodzeniem. W naszej grupie jest kilka osób, które charakteryzują się zerową mobilnością geograficzną. Oczekują, że praca będzie na miejscu. Trudno jest im przedstawiać oferty nawet z powiatów ościennych – opowiada.

Ta sytuacja być może nie miałaby miejsca, gdyby agencja w jakikolwiek sposób miała wpływ na wybór grupy do kontraktowania. Wzorcowym przykładem może być powiat lubaczowski, leżący jak wspomniane wcześniej Krosno i powiat brzozowski na Podkarpaciu. Wprawdzie w Lubaczowie poczyniono zaledwie pierwsze przymiarki do małego kontraktowania, jednak są to przymiarki warte uwagi. Tamtejszy PUP zaprasza agencje zatrudnienia do dialogu i wspólnego wybrania odpowiedniej grupy do aktywizacji (jej składu i wielkości) satysfakcjonującej PUP i dającej szanse powodzenia dla agencji, która nie zawsze ma doświadczenie w pracy z niektórymi grupami osób oddalonych od rynku pracy. – Koncepcja Lubaczowa jest bardzo ciekawa także dlatego, że umożliwia tworzenie konsorcjów, gdzie kilka agencji współpracuje w ramach swoich specjalizacji – zauważa Marcin Dziółko.

Należy mieć nadzieję, że z czasem zarówno procedury, jak i relacje między urzędami a agencjami, dotrą się. Nie chodzi tylko o zwiększenie liczby przypadków małego kontraktowania, ale też o podejście do niego z głową. Inaczej cały czas będzie istniało niebezpieczeństwo postrzegania małego kontraktowania jako trochę niechcianego dziecka w rodzinie…
 

Grzegorz Stech

Gdzie małe kontraktowanie?
Spis powiatów, w których prowadzone jest małe kontraktowanie nie istnieje, a jeśli istnieje, to ktoś ukrył go bardzo skutecznie. Informacje o prowadzonych działaniach, o ogłoszonych konkursach czy naborach zbieraliśmy razem z materiałami do publikacji. Ustaliliśmy, że kontraktowanie odbywa się w: Zabrzu (20 osób), Krośnie (20 osób), Warszawie (20 osób), Skarżysku- Kamiennej (40 osób). W Warszawie i Skarżysku-Kamiennej zlecenie realizuje spółka Polski HR Search&Selection, należąca do grupy Loyd.

Dowiedzieliśmy się także, że ogłoszono konkurs, wybrano oferty, ale nie rozpoczęto realizacji zadania w śląskich powiatach Chorzów, Ruda Śląska i Dąbrowa Górnicza. Kolejne dwa zapytania ogłosiły urzędy w województwie warmińsko-mazurskim – na razie nie wiadomo jednak które.

 

Źródło: FISE
KOMENTARZE (0) | DODAJ KOMENTARZ
WARTO PRZECZYTAĆ

Oprac. Łukasz Komuda, źr. GUS

FLEXICURITY | STATYSTYKA | 24.03.2017 „Mamy rynek pracownika” słyszymy każdego dnia z mediów. Niby konsumenci i pracownicy mają swoje lata tłuste, ale większość z nas jakoś tego nie odczuwa. Cóż, polski rynek pracy tylko z pozoru jest w znakomitej kondycji. Fundamentalne problemy pozostają na nim nierozwiązane. Ponieważ zmierzenie się z nimi wymaga polityki obliczonej na wiele kadencji sejmowych i kompleksowe, systemowe działanie … (więcej >)