PORTAL PROWADZI
Łukasz Komuda
Ostatnia aktualizacja: 22.04.2015
FLEXICURITY|ZAGRANICA|
Wyliczanka Aryi z Mokotowa, czyli druga rocznica katastrofy Rana Plaza

24 kwietnia 2013 roku zawalił się budynek Rana Plaza, grzebiąc ponad tysiąc osób. Część moralnej odpowiedzialności za tę tragedię spada na kilku polskich przedsiębiorców. Fot. Rijans, źr. Wikipedia.org, licencja CC-BY-SA 2.0

Co mają wspólnego wielomilionowe premie i bonusy, zatrudnianie stałych pracowników poniżej wynagrodzenia minimalnego w Polsce i śmierć 1134 osób w Bangladeszu? Albo OFE i optymalizacja podatkowa?

Reserved, Mohito, Cropp, Sinsay i House. To marki należące do polskiej firmy LPP, która kroczy od sukcesu do sukcesu, przynosząc zyski netto (w ramach Grupy Kapitałowej LPP) na poziomie 433 mln zł w roku 2013 i 482 mln zł w roku ubiegłym. W myślach można by policzyć, ile w deklaracji CIT powinien zapłacić odzieżowy gigant, ale nie zapłacił nic. I to dla naszego dobra. – Znaczną część naszych zysków przeznaczamy na reinwestycje, w związku z czym, jeżeli będziemy mieli większe zyski, będziemy mogli powiększyć sieć sklepów, a to spowoduje, że te sklepy będą bliżej klienta – przekonywał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Dariusz Pachla, dyrektor finansowy i wiceprezes spółki LPP, związany z nią od 23 lat.

Za sprawą talentu pana Pachli zbudowano sprytny wehikuł z wykorzystaniem m.in. spółki cypryjskiej i klasycznego pomysłu, że tam, gdzie trzeba by zapłacić jakiś podatek dochodowy, firma płaci własnej spółce w innym kraju opłatę za dzierżawę znaków towarowych (cały mechanizm opisał ładnie na przykładzie LPP miesięcznik „Forbes”). Dzięki temu w raporcie rocznym w rubryce „podatki i opłaty” widnieje kwota 11,3 mln zł za rok 2013 i 13,7 mln zł za rok 2014. Jeśli porównamy te kwoty do zysku brutto w obu latach, to okaże się, że firma zapłaciła podatki i opłaty (czyli nie tylko CIT i przeważnie nie w Polsce!!!) na poziomie odpowiednio 2,2% oraz 3,0% zysku brutto. Brawo.

To „brawo” powiedzieli akcjonariusze spółki, dzięki którym – jak podaje gazeta.pl – Dariusz Pachla zarobił w 2013 roku 900 tys. zł pensji, dostał 144 tys. zł nagrody i dodatkowo, za pomocą opcji uzyskanych za wyniki z lat poprzednich, objął akcje o wartości 4,3 mln zł. Jego kolega i szef, założyciel, udziałowiec i prezes LPP Marek Piechocki zarobił w tym samym roku 1,35 mln zł i dostał 216 tys. zł premii oraz ok. 4,9 mln zł w opcjach. To są oczywiście fistaszki, biorąc pod uwagę, że jego pakiet akcji w spółkach LPP jest aktualnie wyceniany na 1,5 mld zł. Hojne pensje wypłacają akcjonariusze, wśród których – prócz samego Piechockiego i jego wspólnika Jerzego Lubiańca – do niedawna kluczową rolę odgrywały OFE. To nasze emerytury napędzały ten biznes i popychały go dalej w taką logikę i etykę jego prowadzenia.

Zarobki samych tylko dwóch wspomnianych wyżej członków zarządu LPP, którzy tak ciężko pracują dla naszego dobra, w roku 2013 sięgnęły 2610 tys. zł (wynagrodzenia i premie), nie licząc akcji wartych 9,2 mln zł. 2,6 mln zł to kwota wystarczająca, by zapłacić miesięczną pensje aż 1631 pracownikom salonów Reserved albo Cropp. Bo zarabiają oni w najlepszym razie 10 zł za godzinę (nie licząc pierwszego miesiąca, gdy nie zarabiają nic – co wytyka w świetnym tekście Piotr Wójcik z „Nowego Obywatela”), pracując na umowach cywilno-prawnych. Tak, 10 zł za godzinę to przy standardowych 160 godzinach w miesiącu 1600 zł brutto, czyli o 150 zł mniej, niż wynosi w naszym kraju płaca minimalna. Firma zatrudniając z oczywistym naginaniem prawa (praca nosi znamiona kodeksowej), płaci swoim sprzedawcom mniej niż minimum – minimum, które wysupłać muszą jej potencjalnie uczciwi konkurenci. Jeśli takich znajdziemy.

Takie miejsca pracy otrzymujemy od największych, najsilniejszych przedsiębiorstw, którym pozwoliliśmy działać zupełnie po nowemu, korzystać z możliwości elastycznego rynku pracy oraz optymalizacji podatkowej, której uczy się przedsiębiorców za publiczne pieniądze na samorządowych kursach. Ta nowa, zglobalizowana, zdemoralizowana wizja zawiera jeszcze jedno: outsourcing produkcyjnych miejsc pracy za granicę. Miejsca pracy sprzedawców, czyli salony, trudno przenieść do Chin i Wietnamu – to u nas nabija się marżę i zysk, oczywiście dla naszego dobra, o czym z ręką na sercu zapewni Dariusz Pachla.

 

Kupując ciuchy wyprodukowane i sprzedawane w danym modelu wzmacniamy go i legitymizujemy stojącą za nim etykę biznesową i kulturę organizacyjną. Proszę nie wmawiać sobie, że nie ma wyboru i że wszyscy robią tak samo. Fot. LPP

 

Jak outsourcing w odzieżówce, to tylko tam, gdzie można szyć najtaniej. Chiny nie są już najtańsze, przegrały z Bangladeszem, gdzie ignoruje się wszystko – także przepisy budowlane. LPP, podobnie jak sieci H&M, Zara, C&A, Marks and Spencer, ulokowały część swojej produkcji w szwalniach zlokalizowanych w ośmiokondygnacyjnym Rana Plaza w mieście Szabhar niedaleko Dhaki, stolicy kraju. Śledztwo wykazało, że podwykonawcy wspomnianych sieci wiedzieli o tym, że budynek pęka i grozi zawaleniem. Ale zamówienie to zamówienie. A pieniądz to pieniądz. Choć 23 kwietnia pracownicy uciekli z budynku w panice, dzień później zagoniono ich do roboty strasząc zwolnieniami. W efekcie bilans zabitych wynosi 1134 osoby i blisko 3000 zostało rannych. Pod wpływem globalnego oburzenia i publicznej presji (bez tego nic by się nie stało) LPP i większość wymienionych wyżej sieci powołała fundusz, z którego wypłacane są właśnie odszkodowania w wysokości podstawowej 50 tys. taka, czyli ok. 650 dolarów. Łączna kwota kompensacji za taką masę zabitych i rannych nie przekroczy 13,5 mln dolarów. Weźmy głęboki wdech i porównajmy te kwoty z zarobkami wspomnianych menedżerów.

LPP to świetna egzemplifikacja całej talii patologii, jaka toczy naszą gospodarkę i nasz rynek pracy. Rosnące dysproporcje zarobków między menedżerami i szeregowymi pracownikami, uśmieciowienie rynku pracy i tworzenie całych gigantycznych przedsięwzięć rosnących i generujących niemałe zyski dzięki prekaryzacji swoich pracowników, niemoc państwowych instytucji kontrolnych, swoboda uciekania z podatkami, wyzysk pracowników za granicą dla wyciągnięcia ze średnio i niskojakościowych produktów jeszcze większej marży. I stale powtarzany bełkot, że to wszystko dla nas – konsumentów, pracowników, podatników i wyborców.

Przedwczoraj stacja HBO wyemitowała kolejny odcinek serialu „Gra o Tron”, którego jestem wielkim fanem. W odcinku tym poświęcono sporo uwagi Aryi Stark, księżniczce, która – w bezlitosnej walce pomiędzy fikcyjnymi rodami arystokratów na fikcyjnym kontynencie w fikcyjnym świecie, gdzie średniowiecze miesza się z magią i smokami – traci rodziców, brata, kontakt z resztą rodziny, status, majątek i ucieka za morze. Ukrywając się, stale przebywając w męskim przebraniu (ten świat jest surowy dla chłopców, ale bezwzględny dla dziewcząt), ma okazje wiele przecierpieć i widzieć tych, którzy pod szczytnymi hasłami i w przebraniu szlachetności oraz za zasłoną prawa, dla indywidualnych ambicji czy żądz gotowi byli do nieprawości, skrajnego okrucieństwa i zadawania krzywdy bliskim dziewczynki (krzywda ta zwykle oznaczała zgon tychże) i jej samej. Arya marzy o zemście. Ale przede wszystkim nie chce żadnej z tych strasznych przewin zapomnieć. Dlatego imiona sprawców co noc przed zaśnięciem powtarza w dość długiej litanii. Noc w noc.

Gdyby urodziła się w Warszawie i zamieszkała gdzieś niedaleko Galerii Mokotów, zapewne nie spotkałyby jej te straszne rzeczy, jakie przytrafiły się jej w świecie Westeros. Ale będąc rezolutną, oczytaną, świadomą, empatyczną nastolatką, być może miałaby swoją listę krzywdzicieli. Ta lista mogłaby wyglądać tak:

RESERVED
MOHITO
CROPP
SINSAY
HOUSE
H&M
ZARA
C&A
MARKS & SPENCER

Ale mogłaby być jeszcze dłuższa.
 

Łukasz Komuda,

PS Z raportem finansowym spółki i grupy kapitałowej LPP można zapoznać się tutaj.

Źródło: FISE
KOMENTARZE (0) | DODAJ KOMENTARZ
WARTO PRZECZYTAĆ

Oprac. Łukasz Komuda, źr. GUS

FLEXICURITY | STATYSTYKA | 24.03.2017 „Mamy rynek pracownika” słyszymy każdego dnia z mediów. Niby konsumenci i pracownicy mają swoje lata tłuste, ale większość z nas jakoś tego nie odczuwa. Cóż, polski rynek pracy tylko z pozoru jest w znakomitej kondycji. Fundamentalne problemy pozostają na nim nierozwiązane. Ponieważ zmierzenie się z nimi wymaga polityki obliczonej na wiele kadencji sejmowych i kompleksowe, systemowe działanie … (więcej >)