PORTAL PROWADZI
Łukasz Komuda
Ostatnia aktualizacja: 06.11.2014
PRAWO|
Arytmetyka dialogu społecznego

Czy piszący ustawy rzucają kostkami? Fot. Diacritica, źr. Wikimedia, licencja CC-BY-SA 3.0

W ramach nowelizacji Kodeksu Pracy wprowadzony zostanie limit zatrudnienia na umowy na czas określony: 33 miesiące. W pierwotnej wersji rządowego projektu limit wynosił równo trzy lata (36 miesięcy). Skąd wzięło się to dziwne 33?

Po kilkunastu latach wspierania elastycznych form zatrudnienia nadszedł czas refleksji oraz korekty polityki zatrudnienia, a przede wszystkim: próby ograniczenia patologii na polskim rynku pracy. Obok dużej grupy pracowników zmuszonych przez pracodawców do samozatrudnienia lub przejścia na umowy cywilnoprawne (i pracujących w warunkach, które zgodnie z Kodeksem Pracy powinny narzucać stosowanie umowy o pracę), narastającym deformacją polskiego rynku jest nadzwyczajnie duży udział umów na czas określony wśród umów o pracę.

Według Instytutu Badań Strukturalnych już ponad 85% umów o pracę rozpoczynających współpracę pomiędzy pracodawcą i pracownikiem w Polsce to umowy terminowe – wyższy wskaźnik w Unii Europejskiej ma tylko Hiszpania. W Wielkiej Brytanii jest to 25%, w Danii – 30%, w Niemczech – 50%. Umowy na czas określony stanowią u nas 27% umów o pracę – to najwyższy wskaźnik w UE. W Wielkiej Brytanii jest to 6%, we Francji 15%. Co więcej, 2/3 osób pracujących w naszym kraju na umowy terminowe jest zatrudnionych w tej formule już ponad 3 lata – i ten problem występuje u nas w zbliżonym stopniu co we Francji, Hiszpanii czy Włoszech (w Wielkiej Brytanii tylko połowa osób pracuje na umowach na czas określony dłużej niż 36 miesięcy).

Nasz resort pracy postanowił rozprawić się ze zjawiskiem wieloletniego zatrudnienia w jednej firmie na kolejno podpisywanych umowach czasowych – po prostu zakazując zatrudniania na umowy terminowe (jedną lub więcej) na czas łączny dłuższy niż 3 lata. Taka propozycja pojawiła się w projekcie nowelizacji Kodeksu Pracy. Warto przypomnieć, że według obowiązujących zapisów nie ma aktualnie limitu czasowego zatrudniania w ramach umów na czas określony – teoretycznie można podpisać umowę na 10 lat. Ograniczona jest natomiast liczba kolejnych umów terminowych: zgodnie z prawem trzecia kolejna umowa między danym pracownikiem i danym pracodawcą powinna być umową na czas nieokreślony. Propozycja rządowa zwiera tu poluźnienie cugli – możliwe miałoby być podpisanie trzech kolejnych umów czasowych (o ile nie przekroczony zostanie limit łącznej długości czasu zatrudnienia).

Skąd jednak wzięło się wspomniane 33 miesiące w miejsce niejako „naturalnych” 36 miesięcy? W procesie konsultowania nowych zapisów organizacje pracodawców postulowały, by poprzeczkę zawiesić na poziomie czterech lat, podczas gdy przedstawiciele trzech największych central związków zawodowych postulowały, by limit był dwukrotnie krótszy niż propozycja rządowa, czyli by maksymalna długość jednej, dwóch lub trzech umów czasowych nie przekraczał 1,5 roku. Gdy policzymy średnią z tych dwóch propozycji – związkowej i pracodawców, czyli z 18 i 48 miesięcy – uzyskamy dokładnie 33 miesiące. Nie można więc powiedzieć, że stanowisko rządu było nieracjonalnie sztywne – można za to kwestionować tę arytmetyczną formułę „dialogu społecznego”.

Dlaczego? Na początek, trochę dla żartu, można zapytać: co by się stało, gdyby związkowcy zaproponowali 15 miesięcy w miejsce 18? Wtedy średnia z obu propozycji wyniosłaby 31,5 miesiąca, co na pewno nie ucieszyłoby kadrowych, nie dając nikomu w zamian żadnej praktycznej korzyści. Przede wszystkim jednak chodzi o co innego. Przyjmując „regułę średniej” w każdej kolejnej dyskusji związkowcy powinni podawać wartość skrajną, nawet ryzykując śmieszność. A przedstawiciele organizacji pracodawców – robić dokładnie to samo, ale ciągnąc w przeciwną stronę (obie te grupy najczęściej starają się ciągnąć w przeciwnych kierunkach). Podejście arytmetyczne zachęca bowiem do polaryzacji stanowiska, a nie do szukania racjonalnego, akceptowalnego konsensusu.

W temacie wprowadzenia limitu pojawia się jeszcze jedna wątpliwość: czy będzie on respektowany? Wiadomo bowiem, że Państwowa Inspekcja Pracy nie ma ani zasobów, ani prawnych środków (śmiesznie niskie grzywny niezwiązane z wielkością firmy), by realnie wyegzekwować obowiązujące w Polsce prawo. Można na szczęście liczyć na to, że firmy zatrudniające na umowy o pracę to i tak w zdecydowanej większości podmioty solidne, które starają się działać zgodnie z przepisami, nierzadko stawiając czoło nieuczciwym konkurentom unikającym umowy o pracę w sytuacjach, gdy charakter stanowiska wskazuje na obowiązek zatrudnienia z wykorzystaniem takiej właśnie formy kontraktu. Nie można jednak zapomnieć, że 60% zatrudnionych w naszym kraju pracuje w firmach dających pracę mniej niż 250 osobom. Takich średnich i małych przedsiębiorstw jest ponad 1,5 miliona. Małe firmy kontrolowane są rzadko, a to tam wszelkie patologie plenią się najobficiej. Jeśli więc gdzieś limit 33 miesięcy okaże się fikcją, to przede wszystkim właśnie w sektorze MSP.

 

Łukasz Komuda,

PS Nowelizacja ma także ujednolicić kwestię okresu wypowiedzenia. Po jej wejściu w życie niezależnie od tego, czy umowa będzie na czas nieokreślony, czy na określony, jeśli zatrudnienie u danego pracodawcy będzie trwało do 6 miesięcy okres wypowiedzenia będzie ustalony na 14 dni, w przypadku zatrudnienia od pół roku do trzech lat będzie to miesiąc, a przy zatrudnieniu ponad trzyletnim – trzy miesiące. Aktualnie przepisy dotyczące okresu wypowiedzenia przy umowie na czas określony są dość zawiłe – zależy on np. od celu czasowego zatrudnienia i od tego, jak konkretnie sformułowano umowę. Pracujący na czas określony najczęściej (choć nie zawsze) mogą liczyć na dwutygodniowy okres wypowiedzenia.

Źródło: FISE
KOMENTARZE (0) | DODAJ KOMENTARZ
WARTO PRZECZYTAĆ

Oprac. Łukasz Komuda, źr. GUS

FLEXICURITY | STATYSTYKA | 24.03.2017 „Mamy rynek pracownika” słyszymy każdego dnia z mediów. Niby konsumenci i pracownicy mają swoje lata tłuste, ale większość z nas jakoś tego nie odczuwa. Cóż, polski rynek pracy tylko z pozoru jest w znakomitej kondycji. Fundamentalne problemy pozostają na nim nierozwiązane. Ponieważ zmierzenie się z nimi wymaga polityki obliczonej na wiele kadencji sejmowych i kompleksowe, systemowe działanie … (więcej >)